Huawei Ascend G7 - test i recenzja

Huawei Ascend G7 to podzespoły ze średniej półki zapakowane w obudowę z wyższej półki. Czy takie połączenie ma sens?

Ten artykuł ma 3 strony:

Specyfikacja; wygląd i wykonanie; wyświetlacz

Specyfikacja

  • Android 4.4 Kitkat z nakładką Emotion UI 3.0;
  • 5,5-calowy ekran IPS o rozdzielczości 1280 x 720 (267 ppi) ze szkłem Gorilla Glass 3;
  • Snapdragon 410 (4 x Cortex-A53 1,2 GHz);
  • 2 GB pamięci RAM;
  • 16 GB pamięci wewnętrznej;
  • slot na kartę microSD (do 32 GB);
  • aparat główny 13 Mpix;
  • aparat przedni 5 Mpix;
  • LTE;
  • Bluetooth 4.0;
  • NFC;
  • radio FM;
  • Wi-Fi 802.11 b/g/n;
  • wymiary: 153,5 x 77,3 x 7,6 mm;
  • waga: 165 g;
  • niewymienna bateria o pojemności 3000 mAh.

W chwili pisania tego tekstu Ascend G7 — w zależności od wariantu kolorystycznego — kosztuje w sklepach 1150–1300 zł. Jak na tę cenę wyposażenie jest, hmm, przeciętne. Tak, to dobre słowo. Nie ma tu niczego, co by ten telefon totalnie dyskwalifikowało, ale nic nie zachwyca. Połączenie Snapdragona 410 i ekranu 720p jest często spotykane w sporo tańszych telefonach (nawet tych markowych), a przy odrobinie dobrych chęci można sięgnąć po coś z mocniejszym procesorem i panelem FullHD. Daleko szukać zresztą nie trzeba, bo Honor 6 - skądinąd także stworzony przez Huaweia — ma mocniejsze bebechy. Czy jednak Ascend G7 czymś się broni? O tym w dalszej części testu.

Wygląd i wykonanie

O ile parametry tego telefonu są przeciętne, o tyle jakość wykonania jest ponadprzeciętna. Zarówno ramka jak i tylna część obudowy — nie licząc plastikowych wstawek w dolnej i górnej części - wykonane są z aluminium, co w przypadku średniej półki cenowej jest rzadko spotykanym zjawiskiem. W efekcie Ascend G7 sprawia wrażenie urządzenia premium i droższego niż w rzeczywistości jest. Czy jednak dałbym sobie wmówić, że jest to telefon kosztujący 3000 zł? Niekoniecznie.

Może i Huawei nie oszczędzał na użytych materiałach, ale już zaprojektowanie wnętrza najwidoczniej zlecono stażystom. Port microUSB nie zmieścił się na środku? Trudno, zepchniemy trochę na bok. Może nikt nie zauważy.

Wprawne oko z łatwością wychwyci też diodę doświetlającą, która znajduje się dosłownie kilka milimetrów na lewo od środka górnej krawędzi. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby umieszczono ją po prostu w którymś z rogów, ale w takiej pozycji aż się prosi o to, by zepchnąć ją na idealny środek.

Zobacz również: Appshaker 2 #36: Volkey, Symmetrica, Today Weather i inne

Oczywiście jest to tylko kosmetyka, ale tak zaprojektowana obudowa to piekło perfekcjonisty, przez które wielbiciele symetrii będą musieli wydrapać sobie oczy.

Z drobnych wad konstrukcyjnych wspomniałbym jeszcze o luźnym przycisku głośności, który jest powodem metalicznych cyknięć rozlegających się po każdym dotknięciu czy nawet delikatnym potrząśnięciu telefonu.

To wszystko nie oznacza oczywiście, że Ascend G7 wykonany jest źle. Wręcz przeciwnie, zastosowane aluminium już samo w sobie robi robotę, a i wygląd - choć jak na mój gust trochę bezpłciowy — może się podobać. Ponadto, nie licząc grzechoczącego przycisku, spasowanie wszystkich elementów stoi na najwyższym poziomie, a dzięki delikatnie zaoblonemu tyłowi telefon, mimo sporych rozmiarów, dobrze leży w dłoni. Nie da się jednak nie zauważyć, że chcąc zaoferować wysoką jakość użytych materiałów Chińczycy musieli pójść na kilka kompromisów.

Wyświetlacz

Huawei postawił na panel IPS o rozdzielczości 1280 x 720, co przy 5,5-calowej przekątnej przekłada się na wyświetlanie 267 pikseli na cal. To wystarczająco dużo, by pojedyncze piksele nie rzucały się w oczy podczas codziennego użytkowania, ale jednocześnie za mało, by można było mówić o nieskazitelnie ostrym obrazie. Podczas przeglądania stron internetowych da się zauważyć delikatnie poszarpane czcionki.

Co prawda — jak już wspomniałem — mając 1300 zł w kieszeni spokojnie można się już rozejrzeć za czymś z ekranem FullHD, ale nie oznacza to, że Huawei całkowicie poskąpił na ten element. To wciąż niezły, jasny panel gwarantujący dobrą widoczność w pełnym słońcu. Wyświetlane barwy są ciepłe, ale niewyblakłe i — choć osobiście preferuję mocno nasycone kolory — Ascend G7 nie ma się czego wstydzić. Warty odnotowania jest zresztą fakt, że w ustawieniach znalazł się suwak odpowiedzialny za regulację temperatury barw, więc nikt nie będzie skazany na predefiniowany profil kolorów.

Kąty widzenia? W porządku, choć gdy nie patrzy się na panel idealnie na wprost, biel wyraźnie wpada w różne odcienie żółci, szarości i błękitu (w zależności od kąta patrzenia), ale od tego w przypadku paneli LCD nie uciekniemy. Podobnie jak od szarawej czerni.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

OnePlus 2 – test i recenzja "zabójcy flagowców" Alcatel OneTouch Idol 3 5.5 i 4.7 cala - podsumowanie testów i recenzja Alcatel OneTouch Idol 3 (5.5 i 4.7) - test aparatów LG G4 - test i recenzja 10 nocy z pikoprojektorem Philips PicoPix 3614 [recenzja] Samsung Galaxy S6 Recenzja [WIDEO] Alcatel OneTouch Idol 3 (4,7 i 5,5 cala) - wydajność i oprogramowanie Galaxy S6 vs iPhone 6 - porównanie aparatów Asus ZenFone 2 (ZE551ML) z 4 GB pamięci RAM - test i recenzja Huawei P8 - test i recenzja Huawei P8 vs LG G Flex2 vs LG G4 - który robi najlepsze zdjęcia? Nexus 6 - test i recenzja phabletu Google'a i Motoroli HTC One M9 - test i recenzja Microsoft Universal Keyboard - test LG G4 w naszych rękach [pierwsze wrażenia] Motorola Moto 360 - wideorecenzja Huawei P8 - flagowiec made in China [pierwsze wrażenia] Samsung Galaxy S6 edge - na krawędzi ideału [test i recenzja] Alcatel OneTouch Pop C9 - test i recenzja ciekawego budżetowca z wielkim ekranem HTC One M9: test wydajności Goclever Insignia 550i - test i recenzja taniego phabletu HTC One M9 - pierwsze wrażenia Galaxy S6 edge - wydajność i benchmarki Lumia 930 - test fotograficzny

Popularne w tym tygodniu:

HTC U11 w naszych rękach. Jest piękny i skrajnie niepraktyczny HTC U11 - lustrzana obudowa i Edge Sense na naszym wideo