5 powodów, dla których wybrałem chmurę OneDrive

Konkurencja na rynku chmur jest spora, ale w moim przypadku wybór idealnej usługi był prostszy, niż myślałem.

Cloud

Cloud (Shutterstock)

Nie wyobrażam już sobie funkcjonowania bez chmury, bo rozwiązania tego typu mają dwie ułatwiające moje życie zalety. Po pierwsze - synchronizacja plików między urządzeniami. Na co dzień pracuję na komputerze z OS X-em (w domu), laptopie z Windowsem (poza domem) oraz smartfonie z Androidem (w domu i poza domem) i na na dłuższą metę codzienne żonglowanie plikami między tymi urządzeniami nie wchodziłoby w grę. Jestem bowiem przekonany, że gdyby w jakimś momencie moje życie było uzależnione od dostępu do jakiegoś pliku, akurat wtedy zapomniałbym go przerzucić na inne urządzenie. Wiem co mówię, urodziłem się w piątek 13.

Druga trudna do przecenienia zaleta chmur to automatyczne tworzenie kopii zapasowej plików. Karty pamięci w smartfonach przez ostatnich kilka lat zborsuczyły mi się 2 razy, czyli dokładnie o 2 razy za dużo straciłem ważne dla mnie zdjęcia. Nie zliczę, ile razy w moim życiu szlag jasny trafił dyski w pecetach. Chmura daje mi ten komfort psychiczny, że kopia wszystkich zdjęć spoczywa sobie gdzieś daleko.

Dotychczas korzystałem z Dropboksa. W lutym 2013 roku dostałem 48 GB przestrzeni na 2 lata przy zakupie Galaxy Note'a II, a i funkcjonalnie ta usługa bardzo mi odpowiadała (automatyczne synchronizowanie zrobionych za pomocą smartfona zdjęć, multiplatformowość).

Wszystko co dobre, szybko się jednak kończy i niedawno zostałem poinformowany, że dodatkowa przestrzeń na moim koncie wygaśnie 22 lutego. 12 GB, które miałem w standardzie już dawno przestało mi wystarczać, więc zacząłem się przyglądać ofercie Dropboksa i konkurentów. Ostatecznie mój wybór padł na OneDrive'a. Dlaczego?

Po pierwsze — ufam Microsoftowi

Żeby było jasne — nie, nie do tego stopnia, by trzymać w chmurze zdjęcia czy pliki, których wyciek mógłby mi w jakikolwiek zaszkodzić. Nie zmienia to jednak faktu, że Microsoft jest gigantem, w przypadku którego olbrzymia część przychodów uzależniona jest właśnie od usług chmurowych i wierzę, że będzie on dokładał wszelkich starań, aby zapobiegać wszelkim wyciekom czy utratom danych.

Boję się postawić na ofertę jakiegoś startupu, który w razie jakiegokolwiek niepowodzenia może zwinąć interes i wziąć się za hodowlę szynszyli. Dlatego też dla komfortu psychicznego wybór ograniczyłem do większych graczy - OneDrive'a, Dysku Google, iClouda i Dropboxa, z którego dotychczas korzystałem z przyjemnością. Pozostałe plusy — o których za chwilę — sprawiły, że ostatecznie postawiłem na tego pierwszego.

Po drugie — korzystne ceny

Gdy zacząłem się rozglądać za ofertami dostawców chmur, z oczywistych względów mój wzrok w pierwszej kolejności został skierowany ku Dropboksowi. 10 euro (ponad 40 zł) miesięcznie za 1 TB może i na tle konkurencji nie wypada jakoś bardzo tragicznie, ale problem w tym, że ja nie potrzebuję aż 1 TB, a mniejszych pakietów nie ma. Dyskwalifikacja.

Zobacz również: Appshaker 2 #5 - gry i aplikacje na Androida

No more money

W przypadku OneDrive'a ceny prezentują się następująco:

  • 100 GB — 8 zł miesięcznie;
  • 200 GB — 16 zł miesięcznie;
  • 1 TB — 29,99 zł miesięcznie + subskrypcja Office'a 365 w cenie.

Na razie 100 GB wystarcza mi w zupełności, więc nietrudno policzyć, że w moim przypadku "Drobpox vs OneDrive" to "480 zł vs 96 zł rocznie". Rachunek jest zatem prosty.

Dysk Google cenowo prezentuje się podobnie (2 dolary + podatki za 100 GB), ale po podsumowaniu wszystkich wad i zalet przegrał z OneDrive'em.

Po trzecie — multiplatformowość

Na co dzień — jak już wspomniałem — korzystam z OS X-a, Windowsa, Androida oraz sporadycznie z iOS-u. iCloud w moim przypadku oczywiście zdyskwalifikowany został już na starcie, lecz pozostali gracze dbają o wsparcie dla każdej z tych platform.

Problem pojawia się wtedy, gdy mówimy o Windows Phonie. Dysk Google wciąż nie doczekał się oficjalnego klienta, a funkcjonalność nieoficjalnych jest mocno ograniczona. W moim przypadku jest to o tyle problematyczne, że nigdy nie wiem, jaki testowy telefon trafi w moje ręce, a swobodnego dostępu do chmury nie chcę tracić bez względu na system operacyjny. Niewykluczone zresztą, że kiedyś na rynku pojawi się Lumia, która przekona mnie do przesiadki na Windowsa 10.

Microsoft tymczasem musi dbać o swój własny system, a ze względu na skalę jego (nie)popularności nie może zaniedbywać konkurencyjnych platform. O multiplatformowość jestem więc spokojny.

Po czwarte — świetny pakiet biurowy

Microsoft ma świetnego Office'a 365, do którego dostęp można uzyskać za 29,99 zł miesięcznie razem z 1 TB przestrzeni dyskowej, ale nawet podstawowy zestaw narzędzi biurowych dokładany do darmowego konta wciąga nosem wszystkie konkurencyjne rozwiązania.

Office 365

Wcześniej korzystałem z Dokumentów Google, ale odkąd sięgam pamięcią zawsze mnie coś w tej usłudze irytowało. A to sprawdzanie pisowni działa kulawo, a to dokument w innej aplikacji wygląda inaczej. Na tym polu Microsoft jest liderem rynku, więc takie problemy odchodzą w niepamięć.

Po piąte — fajne promocje

Wiem, wiem. Dopiero co porównywałem ceny, a ostatecznie i tak zgarnąłem gigabajty za darmo. Niemniej na OneDrive'a zdecydowałem się na kilkanaście dni przed pojawieniem się informacji o promocjach (dowód tutaj), a 200 GB do zgarnięcia za friko (obecnie już tylko 100 GB) tylko upewniło mnie, że była to dobra decyzja.

Free

Nie zmienia to jednak faktu, że 100 GB bezpłatnej przestrzeni w chmurze to obecnie jeden z najpoważniejszych argumentów przemawiających za OneDrive'em.

Tak czy inaczej, na chwilę obecną OneDrive jest moim zdaniem bezkonkurencyjny. Mam jednak nadzieję, że twórcy pozostałych usług będą w dalszym ciągu dopracowywać swoje oferty. Chociażby po to, by zaostrzyć konkurencję, dzięki czemu Microsoft nie spocznie na laurach.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Artykuły:

Oscary 2015 oczami geeka Google Cardboard, czyli wirtualna rzeczywistość za grosze - test i recenzja Malowanie światłem z wykorzystaniem smartfona Samsung jako jedna z nielicznych firm jest innowacyjna i słucha swoich klientów? Snapdragon 810 bez tajemnic, czyli czego oczekiwać po nowych flagowcach 10 lat minęło, czyli ulotki promocyjne z 2005 roku Tydzień w krzywym zwierciadle: imponujące statystyki Androida i arcymistrzowie trollowania Jak się buduje sukces, zdobywa pieniądze i uwielbienie ludzi, czyli kilka słów o Xiaomi Zoom w smartfonie to zły pomysł! Historia fotografii mobilnej zaczęła się zaledwie 14 lat temu Jak zrobić dobre zdjęcia na Instagrama? Moto 360 Lollipop UPDATE 5.0 Czy powinieneś używać VPN? Telefony i Internet w Tajlandii i Kambodży Nexus 6, czyli dlaczego zacząłem się zastanawiać nad kupnem wielkiego smartfona Wall Street Journal: "Sprzedaż Motoroli Moto X jest rozczarowująca". Zapewne lepiej poradzi sobie Moto G Nokia też ma w planie wygięte i zginane smartfony? 1/3 użytkowników smarfonów ofiarami cyberprzestępców. Nie dbamy o bezpieczeństwo Chcesz kupić phablet? Pożegnaj się z życiem towarzyskim Samsung sprzedał już 5 milionów Galaxy Note'ów 3. Jest dobrze, ale raczej bez rewelacji Rynek smartfonów rośnie, a Samsung ma w nim rekordowe udziały Galaxy S4 już u 40 milionów użytkowników. Co z datą premiery Galaxy S5 i... plastikiem? Snapdragon 600 vs Snapdragon 800 - różnica jest naprawdę odczuwalna Fotograficzne smartfony nie są tak dobre, jak mówią producenci. Ale warto je kupować

Popularne w tym tygodniu:

Tak wygląda mapa głębi tworzona przez smartfony z podwójnymi aparatami Jak sprzedaje się iPhone 8? OnePlus 5T wydaje się w porządku, ale wciąż jest co poprawiać. Oto 6 rzeczy, które chciałbym zobaczyć w modelu OnePlus 6 Być może masz wodoszczelny smartfon i nawet o tym nie wiesz OnePlus 5T nie wspiera technologii Treble. Afera o nic... Wibracje mają większy potencjał niż myślisz. Oto technologie, które mogą zmienić sposób, w jaki korzystamy ze smartfonów