Huawei P10 - test i recenzja

Huawei P10 na tle bezpośredniej konkurencji jest smartfonem wyjątkowo zachowawczym. Podczas gdy wiele firm zdecydowało się w tym roku na spore zmiany, Huawei postawił na delikatną ewolucję. Czy to źle? Sprawdźmy.

Specyfikacja; wzornictwo; wyświetlacz; czytnik linii papilarnych

Huawei P10
ProducentHuawei
RodzinaHuawei P
SegmentSmartfon flagowy
System operacyjnyAndroid 7.0 Nougat
Nakładka systemowaEMUI 5.1
Data premiery2017
Ekran
Przekątna ekranu5.1 cali
Rozdzielczość ekranu1920 x 1080 pikseli
Rodzaj matrycyIPS LCD
Zagęszczenie pikseli432 ppi
Procesor
Model procesoraHiSilicon Kirin 960
Liczba rdzeniośmiordzeniowy, 4 x Cortex-A73 2,4 GHz i 4 x Cortex-A53 1,8 GHz
Układ graficznyMali-G71 MP8
Pamięć
Maksymalna pamięć operacyjna4 GB RAM
Maksymalna pamięć wewnętrzna64 GB
Obsługa kart microSDtak, do 256 GB
Aparat główny
Rozdzielczość matrycy12 Mpix
Jasność przysłonyf/2,2
Optyczna stabilizacja obrazutak
Dioda doświetlającatak, podwójna dwutonowa
Autofokustak, laserowy, detekcja fazy, kontrastu i głębi
Aparaty dodatkowe20 Mpix, monochromatyczna, f/2,2
Aparat przedni
Rozdzielczość matrycy8 Mpix
Jasność przysłonyf/1,9
Optyczna stabilizacja obrazunie
Dioda doświetlającanie
Aparaty dodatkowenie
Łączność
LTEkat. 9
WiFiWiFi 802.11 a/b/g/n, dwuzakresowe
Bluetooth4.2, A2DP, LE
GPSGPS/A-GPS/GLONASS/BDS
NFCtak
USBUSB 2.0 typu C
Dual SIMtak
Zabezpieczenia i czujniki
Czytnik linii papilarnychtak
Skaner tęczówki okanie
Czujnikiakcelerometr, żyroskop, zbliżeniowy, oświetlenia, cyfrowy kompas
Wymiary i waga
Wymiary145,3 x 69,3 x 6,98 mm
Waga145 g
Bateria
Pojemność akumulatora3200 mAh
Wymienna baterianie
Szybkie ładowanietak

Perfekcyjna jakość wykonania

Po wzięciu Huaweia P10 do ręki od razu czuć, że jest to urządzenie z najwyższej półki. Metalowy korpus jest solidny i przyjemnie chłodny, a wszystkie elementy są idealnie spasowane.

Wrażenie robi dbałość o najmniejsze detale. Każdy otwór, przycisk i zewnętrzny komponent ułożony jest idealnie symetrycznie. Przykładowo otwory głośnikowe i mikrofonowe, port zasilania, gniazdo słuchawkowe oraz dwie śrubki rozmieszczono idealnie na środku dolnej krawędzi.

Również tacka na SIM oraz znajdujące się po drugiej stronie przyciski regulacji głośności i zasilania rozmieszczono po środku metalowej ramki. Guziki są ponadto świetnie osadzone i mają przyjemny, równy skok. Zadbano również o to, by przycisk zasilania miał chropowatą fakturę, aby zniwelować ryzyko pomylenia go z innym klawiszem.

Nie bez znaczenia jest również to, że skryte za szklanym panelem dwa obiektywy aparatu nie wystają nawet o milimetr. Huawei P10 dosłownie z każdej strony zachwyca perfekcjonizmem.

Zobacz również: Huawei Ascend Mate7 w naszych rękach

Szkoda tylko, że obudowa nie jest wodoszczelna, co jest obecnie standardem wśród flagowców.

Wygląd Huaweia P10 jest ok, ale mogło być lepiej

Testowany przeze mnie wariant ma czarny przód oraz niebieski tył i boki. Takie połączenie kolorów jest bardzo przyjemne dla oka.

W przypadku tej wersji kolorystycznej tylny panel pokryty jest chropowatym tworzywem, którego faktura przypomina trochę płytę winylową. Dzięki temu plecki wyglądają oryginalnie i bardzo ładnie odbijają światło jednocześnie w ogóle się nie palcując. Zdecydowanie wolę takie rozwiązanie niż zbierające zabrudzenia szkło.

Egzemplarz, który otrzymałem, dotarł do mnie z kilkoma szpecącymi przetarciami. Podejrzewam jednak, że to wina poprzedniego testera (upadek?). Mnie przez trzy tygodnie testów nie udało się zrobić kolejnego przetarcia, a jakoś specjalnie pedantycznie się z tym telefonem nie obchodziłem.

O ile tył jest oryginalny i naprawdę może się podobać, o tyle przód jest moim zdaniem zbyt bezpłciowy. Prostokąt z zaokrąglonymi rogami i przyciskiem pod ekranem — nuuuda.

Trzeba zwrócić jeszcze uwagę na jedną rzecz. Szkło chroniące ekran z jakichś powodów pozbawione jest warstwy oleofobowej, przez co zbiera zabrudzenia ponadprzeciętnie szybko. Wystarczy kilka minut i cały wyświetlacz pokryty jest tłustymi, trudnymi do doczyszczenia smugami.

Aby zapobiec temu problemowi, Huawei P10 po wyjęciu z pudełka ma na ekranie folię, jednak ta wygląda szpetnie. Po pierwsze — ekstremalnie szybko i mocno się rysuje. Po drugie — wycięcia na przycisk, głośnik i kamerkę są nieprecyzyjne, przez co folia jest po prostu mocno widoczna.

Ekran Huaweia P10 jest niezły, ale kąty widzenia mogłyby być lepsze

Huawei P10 ma 5,1-calowy wyświetlacz LCD o rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli. Obecnie w smartfonach z tej półki cenowej standardem jest 1440p, ale podczas codziennego użytkowania FullHD w zupełności wystarcza. Rozczarowani mogą być jedynie miłośnicy wirtualnej rzeczywistości; po umieszczeniu telefonu w goglach piksele i przerwy między nimi są mocno widoczne.

Jakość wyświetlanego obrazu stoi na wysokim poziomie. Biel jest naprawdę biała, a czerń — jak na LCD — głęboka. Dostrzegam jednak dwa mankamenty:

  • domyślne kolory są jak na moje oko trochę zbyt chłodne, choć temperaturę barw da się skorygować w ustawieniach;
  • kąty widzenia nie są najlepsze jak na tę półkę cenową — konkurencyjne panele LCD z iPhone'ów czy HTC U11 wypadają na tym polu lepiej, o AMOLED-ach Samsunga nie wspominając.

Wyświetlacz ma też jednak jedną dużą zaletę — jest bardzo, ale to bardzo jasny, co zapewnia dobrą widoczność w jasnym otoczeniu.

Co istotne, maksymalna jasność wyciągana jest nawet po ręcznym ustawieniu jej na 100 proc. Ekrany niektórych telefonów — np. samsungów — pazur pokazują dopiero w trybie automatycznym.

Wyświetlacz w specyficzny sposób reaguje na dotyk

Huawei chwali się zastosowaniem funkcji Ultra Response, która w połączeniu z nowym sterownikiem panelu dotykowego ma w jakiś magiczny sposób przewidywać ruch palca, aby zapewnić szybszą reakcję na dotyk. I faktycznie telefon bardzo sprawnie śledzi palec, ale miałem lekkie problemy z przewijaniem kinetycznym. Czasem ciężko było mi wyczuć siłę, z jaką powinienem machnąć palcem, aby przewinąć stronę internetową czy ścianę Facebooka o żądaną długość. Często przewijałem treści albo za mocno, albo za lekko.

Huawei najwidoczniej jest świadomy problemów, bo podczas testów otrzymałem aktualizację oprogramowania, w której "zoptymalizowano czułość ekranu dotykowego". Aktualizacja sporo poprawiła, ale irytujące sytuacje w trakcie przewijania wciąż zdarzały się kilka razy dziennie.

Aktualizacja oprogramowania rozwiązała problemy tylko częściowo

Da się z tym żyć, ale bywa to dość upierdliwe. Podejrzewam jednak, że każdej kolejnej wersji oprogramowania aspekt ten będzie dopieszczany.

Umieszczony pod ekranem wielofunkcyjny przycisk mnie nie przekonuje

Jeśli chodzi o przyciski funkcyjne umożliwiające nawigowane po interfejsie, użytkownik ma do dyspozycji dwie opcje: pasek nawigacyjny wyświetlany na dole ekranu albo wielofunkcyjny przycisk pod ekranem. Żadne z tych rozwiązań nie jest idealne.

Przyciski ekranowe są wygodne w obsłudze, ale jest z nimi jeden problem — zabierają cenne miejsce na wyświetlaczu. Biorąc pod uwagę, jak duże są ramki otaczające ekran, dodatkowe ucinanie obszaru roboczego przez pasek nawigacyjny nie jest pożądane.

Alternatywą jest pojedynczy przycisk pod ekranem. A właściwie nie tyle przycisk, co płytka dotykowa, która zastępuje wszystkie klawisze nawigacyjne. W jaki sposób?

  • Krótkie przytrzymanie działa jak przycisk Wstecz.
  • Dłuższe przytrzymanie działa jak przycisk Home, czyli przywraca do ekranu głównego.
  • Przesunięcie palca po przycisku w lewo lub prawo wyświetla ekran ostatnio używanych aplikacji.
  • Przesunięcie palca od dolnej krawędzi ekranu w górę uruchamia panel Google Now.

"Intuicyjny" to ostatni przymiotnik jaki przychodzi mi do głowy, gdy myślę o tym rozwiązaniu. Gdy telefon obsługiwany jest w pośpiechu, takich gestów nie wykonuje się automatycznie.

Naprawdę nie rozumiem, dlaczego obok tego klawisza nie pojawiły się dodatkowe przyciski pojemnościowe Wstecz i wielozadaniowości jak ma to miejsce np. w telefonach Samsunga czy — żeby nie szukać daleko - Huaweiu Mate 9 lub Honorze 9.

Skaner odcisków palca działa natomiast znakomicie

Wspomniany przycisk działa także jako czytnik linii papilarnych i w tej roli sprawdza się naprawdę fantastycznie. Proces skanowania jest baaardzo szybki, a błędne odczyty w zasadzie mi się nie zdarzały. Chyba jeszcze nigdy nie spotkałem się z tak szybkim i tak dokładnym skanerem.

Wydajność; łączność; oprogramowanie

Huawei P10 jest naprawdę szybki

Sercem smartfona jest Kirin 960. To ośmiordzeniowa jednostka zbudowana przez należącą do Huaweia markę HiSilicon. Do jej produkcji wykorzystano cztery mocne rdzenie Cortex-A73, cztery energooszczędne Cortex-A53 oraz układ graficzny Mali-G71 MP8.

Starsze Kiriny znane były z niskiej wydajności graficznej, ale to przeszłość. Najnowsza jednostka nie ustępuje pod tym względem konkurencji. Dzięki temu nie tylko wyśmienicie radzi sobie z grami, ale i — w końcu - nagrywaniem filmów 4K.

W codziennym użytkowaniu smartfon jest bardzo szybki. Polecenia wykonywane są błyskawicznie, a dłuższe spowolnienia nie występują.

Również płynne animacje cieszą oko, choć podczas testów miałem problemy z oficjalną aplikacją Facebooka, która nieprzyjemnie klatkowała podczas przewijania. Ta apka znana jest ze swojej ociężałości, ale mimo wszystko z takimi przycinkami nie miałem do czynienia w przypadku innych smartfonów z górnej półki. Alternatywą jest korzystanie z Facebooka przez przeglądarkę lub skorzystanie z innej aplikacji (Facebook Lite lub jakiś nieoficjalny klient).

Łączność — jest dobrze, ale są i braki

Jako telefon Huawei P10 sprawdza się bardzo dobrze. Zastosowane anteny zapewniają dobry zasięg, a głośnik i mikrofon zapewniają komfortowe prowadzenie rozmów.

Cieszy także zastosowanie hybrydowego slotu na dwie karty SIM, co nie jest standardem na naszym rynku. Zwłaszcza w tym segmencie cenowym.

Smartfon — podobnie jak większość współczesnych flagowców — wykorzystuje gniazdo ładowania USB-C, ale to jest zgodne ze starszym standardem USB 2.0, a nie 3.x. To oznacza wolniejszy transfer danych oraz możliwą niekompatybilność z bardziej zaawansowanymi akcesoriami wymagającymi nowszego standardu łączności.

Biorąc pod uwagę, że w tym roku pojawiły się już pierwsze smartfony z Bluetoothem 5.0 (np. Galaxy S8, Xperia XZ Premium czy OnePlus 5), rozczarowywać może także moduł 4.2 zastosowany w Huaweiu P10. Szkoda, bo nowszy standard wyróżnia się wyższym zasięgiem, szybszym transferem danych czy możliwością połączenia z dwoma bezprzewodowymi głośnikami jednocześnie.

Trzeba jednak pamiętać, że Huawei P10 jest tańszy od markowych flagowców konkurencji, dlatego tego typu braki jestem skłonny wybaczyć. Lepiej że przycięto koszta na modułach łączności (których możliwości i tak nie każdy by wykorzystał) niż jakości wykonania czy wydajności.

Huawei P10 ma niezły głośnik w złym miejscu

Flagowiec Huaweia ma głośnik mono ulokowany na dolnej krawędzi. Niestety łatwo jest go wytłumić zasłaniając ręką.

Dobrą wiadomością jest to, że dźwięk wydobywający się z głośnika jest głośny. Ponadprzeciętnie głośny. Jeśli ktoś dużo czasu spędza w niesprzyjających warunkach i narzeka na zbyt cichy dzwonek w swoim telefonie, ciężko o lepszą propozycję niż P-dziesiątka. Co przy tym istotne, nawet na maksymalnym poziomie głośności dźwięk pozostaje klarowny.

Oprogramowanie jest funkcjonalne, ale niektóre funkcje opisane są niejasno

Oprogramowanie EMUI 5.1 ma sporo fajnych funkcji, ale mniej zaawansowanemu technologicznie użytkownikowi może być trudno je odkryć. Wiele z nich zostało niejasno nazwanych; Huawei albo stosuje profesjonalną terminologię, albo nazwy własne, które kompletnie nic nie mówią. Przykłady?

  • Tryb małej przysłony — tryb w aparacie, który pozwala zmienić punkt ostrości po zrobieniu zdjęcia, czyli rozmyć tło lub pierwszy plan. Nie sądzę, by przeciętny użytkownik był na tyle zorientowany w fotograficznej terminologii, by skojarzył małą przysłonę z rozmyciem.
  • Ultrabateria — tryb, który obniża wydajność urządzenia, by wydłużyć czas pracy na jednym ładowaniu. Równie dobrze tak mógłby się nazywać tryb szybkiego ładowania.
  • Multi-ekran — tryb pozwalający wyświetlić zawartość ekranu np. na telewizorze. Mnie nazwa tej funkcji kojarzy się używaniem dwóch aplikacji jednocześnie na jednym ekranie (Samsung nazywa taki tryb Multi-Window).

Dla młodego, zaznajomionego z technologiami człowieka nie będzie to może wielki problem, ale obawiam się, że Huawei P10 może być niespecjalnie intuicyjny dla osoby starszej, dla której będzie to pierwszy smartfon z górnej półki. Zwłaszcza w zestawieniu z wymagającym przyzwyczajenia przyciskiem funkcyjnym, o którym wspomniałem wcześniej.

Pomijając trochę przekombinowaną nomenklaturę, oprogramowanie jest udane

Nakładka EMUI ma wiele zalet:

  • Huawei preinstalował sporo autorskich aplikacji. Jest menedżer plików, dyktafon, udana pogodynka, dyktafon, notatnik, kompas czy nawet lustro (aplikacja wykorzystująca przednią kamerkę);
  • ustawienia są bogate w opcje konfiguracyjne, więc każdy dostosuje interfejs do własnych upodobań;
  • przydatna jest funkcja "Aplikacja bliźniacza", która klonuje aplikację (np. Facebooka), aby możliwe było jednoczesne korzystanie z dwóch rożnych kont.

Mnie z Huaweia P10 korzystało się bardzo przyjemnie. Wolę nakładki od "czystego" Androida i doceniam to, że większość potrzebnych narzędzi mam pod ręką od razu po wyjęciu telefonu z pudełka.

Aparat; bateria; podsumowanie

Aparat Huaweia P10 jakościowo przegrywa z konkurencją, ale nadrabia w innych aspektach

Smartfon ma podwójny aparat brandowany przez Leicę, który złożony jest z 12-megapikselowej matrycy kolorowej oraz 20-megapikselowej matrycy monochromatycznej. Ta druga zapisuje więcej detali. Jako że oprogramowanie wykorzystuje dane zbierane przez oba sensory, finalne zdjęcie ma się cechować żywymi kolorami i wysokim kontrastem.

W dzień smartfon robi bardzo dobre zdjęcia. Widać, że inżynierowie w końcu dopracowali swoje algorytmy; starsze huaweie rejestrowały chłodne, sztuczne barwy. Na zdjęciach uchwyconych przez P10 kolory są wiernie odwzorowane. Dopracowano także rozpiętość tonalną, dzięki czemu szczegóły zachowywane są w jaśniejszych i ciemniejszych partiach.

Smartfon bardzo dobrze radzi sobie także z ustawianiem ostrości. Również w przypadku zdjęć makro.

P-dziesiątkę polubią miłośnicy fotografii czarno-białej

Zdjęcie zrobione natywnie w odcieniach szarości wygląda inaczej niż takie, które zostało cyfrowo wyprane z barw. Dlatego profesjonaliści często sięgają po aparaty z matrycami monochromatycznymi (z których produkcji słynie skądinąd Leica).

Poniżej możecie zobaczyć porównanie zdjęcia zrobionego matrycą monochromatyczną i fotki kolorowej po cyfrowej obróbce.

Jak widać, pierwsze zdjęcie jest bardziej stonowane i pozbawione nienaturalnej jaskrawości. Inna sprawa, że nie każdemu taki efekt musi się podobać; niektórym bardziej może odpowiadać sztuczna wyrazistość uzyskana po usunięciu nasycenia barw ze zdjęcia kolorowego.

P10 niestety nie najlepiej radzi sobie w nocy

Obie matryce mają przysłonę o jasności f/2,2, co — jak na 2017 rok — jest słabym wynikiem. Konkurencja już dawno zjechała do wartości f/1,7-f/1,8.

Jako że do matrycy dociera relatywnie mało światła, oprogramowanie radzi sobie z tym na niesatysfakcjonujące sposoby. Przede wszystkim sztuczne podbijanie jasności przekłada się na dużą ilość szumów i przepalenia w jaśniejszych obszarach (np. neony i inne źródła światła).

Słabą kondycję aparatu w nocy ciężko usprawiedliwić nawet ceną, bo ubiegłoroczne flagowce Samsunga czy LG, które dziś są całkiem przystępne, radzą sobie po zmroku lepiej.

Świetne oprogramowanie sprawia jednak, że fotografowanie Huaweiem P10 daje mnóstwo frajdy

Jakość jakością, ale Huawei P10 nadrabia wszelkie braki cudownym oprogramowaniem. Pokochałem tryb małej przysłony, który pozwala wybrać punkt ostrości już po zrobieniu zdjęcia oraz precyzyjnie wyregulować stopień rozmycia. Można dzięki temu rozmyć tło lub pierwszy plan. Widać, że dwa aparaty nieźle radzą sobie ze zbieraniem informacji o głębi.

Rozmyć tło można także podczas robienia selfie z użyciem przedniej kamerki. Niemniej pojedynczy sensor na froncie zdecydowanie mniej precyzyjnie wykrywa pierwszy plan.

Nie zabrakło tutaj również znanego ze wcześniejszych smartfonów Huaweia trybu malowania światłem czy możliwości tworzenia filmów poklatkowych. P10 jest więc fajnym narzędziem do fotograficznej zabawy.

Link do wszystkich zdjęć w pełnej rozdzielczości.

Bateria? Ni grzeje, ni ziębi

Smartfon ma baterię o pojemności 3200 mAh. To sporo jak na 5,1-calowca. Zwłaszcza że ekran pracuje w niezbyt zasobożernej rozdzielczości 1920 x 1080. Choć jednak liczby napawają optymizmem, rzeczywistość w moim przypadku nie sprostała oczekiwaniom.

Przy moim użytkowaniu — przeglądarka, Facebook, Twitter, Messenger, Spotify, YouTube i aparat — wyciągałem jakieś 4,5 godziny aktywnego ekranu w ciągu doby. Realnie zazwyczaj kończyłem dzień z ok. 20-procentowym zapasem energii. Dramatu nie ma, ale powodów do pochwał też nie. Przy takich parametrach spodziewałbym raczej 6 godzin na ekranie.

Huawei P10 wspiera szybkie ładowanie, ale nie jest to rozwiązanie wolne od wad

Korzystając z dołączonej do zestawu ładowarki 15 minut wystarczy, aby napełnić baterię do ok. 28 proc. Nieźle. Wraz z postępem prędkość ładowania oczywiście spada, ale cały proces zamyka się w 90 minutach, co jest dobrym wynikiem.

Jako jednak, że Huawei opracował autorską technologię, wymaga ona użycia nie tylko konkretnej ładowarki, ale i konkretnego kabla, który znajduje się w pudełku. Po wykreśleniu z równania któregoś z wymienionych elementów prędkość ładowania diametralnie spada.

Czy jest to wielki problem? Zależy, jak ktoś używa telefonu. Jeśli masz jedną ładowarkę w sypialni, jedną w salonie, jedną w kuchni, a jedną w biurze, chcąc ładować telefon szybko będziesz musiał się uzbroić w kilka zestawów kabli i ładowarek. Nie pomogą nawet szybkie ładowarki od innych telefonów (np. QuickCharge).

Podsumowując

Huawei P10 jest smartfonem bardzo zachowawczym na tle konkurencji, która w tym roku postawiła na duże zmiany.

Galaxy S8 i LG G6 kuszą nietypowymi proporcjami ekranów i wąskimi ramkami. HTC U11 ma obudowę wykrywającą nacisk. Xperia XZ Premium pozwala nagrywać filmy w niespotykanym dotąd spowolnieniu. Huawei P10 to ostrożna ewolucja modelu P9 bez jakiegoś unikalnego wyróżnika.

Oczywiście huaweie zawsze były konkurencyjne cenowo, ale nie jest tak, że Chińczycy sprzedają to samo za mniej; niższa cena okupiona jest brakami w modułach łączności, słabą kondycją aparatu w nocy czy brakiem bezramkowej i wodoszczelnej konstrukcji.

Huawei P10 bynajmniej nie jest jednak złym smartfonem

To perfekcyjnie wykonany, dobrze wyposażony i szybki smartfon z bardzo dobrym oprogramowaniem, którego fotograficzne funkcje dają dużo frajdy. Te zalety w połączeniu z brakiem udziwnień i rozsądną ceną dla wielu osób mogą być wszystkim, czego potrzebują.

Warto też zaznaczyć, że na rynku dostępny jest także bliźniaczy Honor 9, który ma bardzo podobne wyposażenie w niższej cenie.

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • Perfekcyjna jakość wykonania
  • Ciekawie wyglądający i niezbierający zabrudzeń tył
  • Bardzo szybki i skuteczny czytnik lini papilarnych
  • Wysoka wydajność
  • Funkcjonalne oprogramowanie
  • Podwójny aparat z mnóstwem ciekawych trybów

Minusy:

  • Wielofunkcyjny przycisk pod ekranem jest nieintuicyjny
  • Nudny przód
  • Brak wodoszczelności
  • Nie najlepsza jakość zdjęć nocnych

Sprawdź konkurencyjne smartfony:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Samsung Galaxy Tab S3 - test flagowego tabletu z Androidem LG G6 - test i recenzja Samsung Galaxy S8+ - przedostatni przystanek w drodze do doskonałości? [Test] AirPods - test prawdziwie bezprzewodowych słuchawek Apple'a Moto Z - test i recenzja modułowego smartfona Lenovo Samsung Galaxy Tab S3 - pierwsze wrażenia Withings Steel HR - test i recenzja ZTE Axon 7 - flagowiec w (prawie) każdym calu [test] Samsung Galaxy A5 (2017) - test i recenzja Nubia Z11 Max to prawdziwy multimedialny kombajn - test i recenzja Lenovo Moto G4 Plus - test i recenzja Honor 8 - wideorecenzja Chodź ze mną na basen - Apple Watch Series 2 w oczach pływaka [test] Honor 8, czyli tańszy brat Huaweia P9 - test i recenzja Sony Xperia X Compact - test i recenzja Huawei P9 lite to gwarancja dobrze wydanych pieniędzy [Test i recenzja] To najfajniejszy kabel do ładowania gadżetów jaki kiedykolwiek miałem LG X power kontra Asus ZenFone Max. Wielki pojedynek długodystansowców! Nvidia Shield to najlepsza przystawka z Androidem TV. Tylko co z tego? LG X power to bezkompromisowy długodystansowiec [test i recenzja] Sony Xperia XZ w naszych rękach - pierwsze wrażenia Wiko Ufeel - sprawdzamy smartfona z 3 GB RAM-u, który kosztuje mniej niż 900 zł Samsung Gear 360 sprawił, że zapragnąłem mieć kamerkę 360. Ale nie tę Gear Fit2 udowadnia, że Samsung umie uczyć się na własnych błędach [test]

Popularne w tym tygodniu:

Samsung Galaxy Fold w naszych rękach. Sprawdzamy jego funkcje ASUS ZenFone 6 ma obracany aparat i na tym jego zalety się nie kończą [TEST]