Samsung Galaxy S9+ - ciężko o lepszy wybór (gdy nie dbasz o cenę) [TEST]

Ten artykuł ma 3 strony:

Aparat; bateria; podsumowanie

Galaxy S9+ to fotograficzny wymiatacz

Telefon w wariancie plus ma z tyłu podwójny aparat w następującej konfiguracji:

  • aparat główny 12 Mpix ze zmienną przysłoną f/1,5-f/2,4 oraz optyczną stabilizacją obrazu;
  • aparat dodatkowy 12 Mpix z przysłoną f/2,4, optyczną stabilizacją obrazu i teleobiektywem (2-krotne przybliżenie optyczne).

W mniejszym modelu zabrakło dodatkowej kamerki z obiektywem, ale poza tym aparaty są identyczne.

Po co w S9 zmienna przysłona?

Zasada jest prosta: im jaśniejsza przysłona, tym więcej światła trafia do matrycy. F/1,5 to bardzo duża jasność (obecnie rekord w świecie smartfonów), co przydaje się przede wszystkim w bardzo trudnych warunkach oświetleniowych.

Duża ilość światła nie zawsze jest jednak pożądana. W ostrym słońcu czy silnym świetle sztucznym może powodować przepalenia w jaśniejszych partiach obrazu, dlatego S9 automatycznie przełącza się między wartościami f/1,5 i f/2,4, aby ustawienia były adekwatne do panujących warunków. Samsung porównuje to do sposobu w jaki działa ludzkie oko.

Oprogramowanie pozwala też przymykać i otwierać przysłonę ręcznie, dzięki czemu mogłem sprawdzić, jak jasność wpływa na zdjęcia.

Poniżej dwa zdjęcia zrobione jedno po drugim w bardzo ciemnym miejscu. Celowo wybrałem wyjątkowo kiepskie warunki, by pokazać różnicę w ilości przechwytywanego światła.

Zobacz również: Samsung Galaxy A (2017) - wideoprezentacja

Drugi zestaw zdjęć zrobiłem pod słońce. Zwróćcie uwagę na gałęzie i promienie słoneczne, które przy jaśniejszej przysłonie zlewają się z przepalonym niebem. Jej przymknięcie pozwala wyciągnąć większą ilość detali.

Ciemniejsza przysłona ma też jednak efekt uboczny - rozmycie soczewkowe podczas fotografowania obiektów z bliska jest mniejsze, przez co jest mniej atrakcyjne dla oka.

Automat w dzień prawie zawsze stosuje ciemniejszą wartość, więc miłośnikom fotografii makro polecam ręcznie otwierać przysłonę w trybie profesjonalnym.

Jakość zdjęć robionych Galaxy S9 jest fenomenalna

Aparat nowego flagowca jest genialny. Robione nim zdjęcia mają wiernie odwzorowane kolory, dużą ilość szczegółów i wysoką rozpiętość tonalną. Telefon robi użytek ze zmiennej przysłony i dzielnie walczy z przepaleniami w kadrze.

Tryb automatyczny spisuje się na medal, niezależnie od scenerii prawidłowo ustawiając balans bieli czy ekspozycję oraz błyskawicznie i skutecznie łapiąc ostrość. Wyjątek stanowi jedynie wspomniana fotografia makro, gdzie — w mojej ocenie — nawet w jasnym otoczeniu bardziej zasadne byłoby wykorzystywanie jaśniejszej przysłony w celu uzyskania ładnego rozmycia.

Dobrze radzi sobie także drugi aparat z teleobiektywem

Nie jestem fanem tego rozwiązania i wolałbym, by Samsung — wzorem chociażby LG V30 - zastosował szerszy kąt, ale raz po raz 2-krotne przybliżenie optyczne się przydaje. Dodatkowy aparat jest stabilizowany optycznie, a w dobrym oświetleniu jakość zdjęć nie odbiega zbytnio od fotek z aparatu głównego.

W bardzo trudnych warunkach oprogramowanie często w ogóle nie przełącza się na teleobiektyw, tylko cyfrowo kadruje obraz z aparatu głównego. W umieszczonej wyżej galerii możecie znaleźć zdjęcia robione na zmianę dwoma aparatami. Jeśli zabrakło fotki z teleobiektywu, oznacza to, że w danej scenerii telefon nie jest w stanie go wykorzystać.

Jest i funkcja rozmywania tła

Tło rozmywać potrafi zarówno pojedynczy aparat z przodu (S9 i S9+), jak i podwójny z tyłu (tylko S9+). Ten drugi — jako że ma więcej danych o głębi — przeważnie radzi sobie jednak lepiej.

Oprogramowanie nie zawsze jest w stanie idealnie uporać się z wykrywaniem krawędzi, ale rozmycie jest naturalnie stopniowane (siłę rozmycia można też regulować) i ogólny efekt jest zazwyczaj miły dla oka.

Z trybu Super Slo-mo chce się korzystać

Galaxy S9 potrafi nagrywać wideo z prędkością 960 klatek na sekundę, co przekłada się na 32-krotne spowolnienie. Blisko 0,2-sekundowe fragmenty wideo rozciągane są do 6,3 sekundy. Nie jest to nowość, bo coś takiego Xperia XZ Premium potrafiła rok przed S9, ale Samsung pomyślał o dopracowanym oprogramowaniu.

Przede wszystkim świetnie spisuje się tryb automatyczny. Można zaznaczyć fragment kadru, a gdy telefon wykryje w nim ruch, sam aktywuje spowolnienie.

To ważne usprawnienie, gdyż jednorazowo można spowolnić raptem 0,2 sekundy nagrania. Czasem to za mało, by ręcznie uchwycić np. pędzącego ptaka. Poza tym automat znosi konieczność trzymania telefonu. Wideo ze szklanką nie byłbym w stanie nakręcić, gdyby nie tryb automatyczny, bo ręce miałem zajęte nalewaniem wody, podczas gdy telefon spoczywał na statywie i cierpliwie czekał na ruch w kadrze.

Po nagraniu wideo telefon automatycznie dobiera podkład muzyczny, ale można go wymienić ręcznie na jedną z kilkunastu dostępnych ścieżek dźwiękowych lub własną.

Spowolniony film można też ustawić jako animowaną tapetę na ekranie blokady lub przerobić na GIF-a. Świetna sprawa.

Sama jakość wideo jednak nie zachwyca. Producent twierdzi, że to 720p, ale na moje oko jest to raczej ok. 480p skalowane w górę (Sony także zdaje się przekłamywać rozdzielczość). Poza tym przy 960 kl/s czas naświetlania pojedynczej klatki jest bardzo krótki, więc filmy Super Slo-mo wymagają dużej ilości, najlepiej naturalnego światła.

Nie zmienia to jednak faktu, że to bardzo fajny bajer, z którego chce się korzystać. W tak dużym spowolnieniu każda pierdoła wygląda jak małe dzieło sztuki.

Ze zwykłym wideo S9 także daje radę

Przede wszystkim jestem pod wrażeniem skuteczności systemu elektronicznej stabilizacji obrazu. Nagrywając wideo w ruchu smartfon wycina stabilny środek kadru, a występującego często w takich sytuacjach efektu galarety nie ma.

Warto odnotować, że S9 potrafi nagrywać filmy 4K przy 60 kl/s, choć długość pojedynczego wideo jest wówczas ograniczona do 5 minut.

Oprogramowanie aparatu jest fajne, ale wymaga naniesienia lekkich poprawek

Wszystkie funkcje umieszczone są po kolei na ekranach, między którymi można się przełączać getem. Ma to sens, bo segregacja funkcji jest logiczna; wystarczy ruch palcem, by uruchomić główne tryby, czyli Super Slo-mo (zwolnione tempo) czy Live Focus (rozmycie tła).

Problem w tym, że interfejs jest ekstremalnie czuły na gesty. Wystarczy przesunąć palec o kilka milimetrów, by aktywować jakąś funkcję, co notorycznie robiłem niechcący, gdy chciałem tylko kliknąć ekran np. w celu wyostrzenia fotografowanego obiektu.

Gdy chce się złapać fajny kadr w pośpiechu, bywa to strasznie irytujące. Myślę jednak, że Samsung może wypuścić drobną aktualizację, po której aplikacja aparatu wymagać będzie bardziej wykonywania zdecydowanych gestów.

Niezła bateria

Nie ukrywam, że gdy trafi do mnie egzemplarz testowy jeszcze przed sklepową premierą, byłem rozczarowany baterią. Po kilku dniach Samsung wypuścił jednak aktualizację, która wniosła znaczną poprawę.

Dzień obejmujący oglądanie YouTube'a, przeglądanie sieci, korzystanie z komunikatorów, wykonywanie połączeń głosowych i robienie zdjęć kończyłem z ok. 6 godzinami aktywnego ekranu, co uznaję za niezły wynik. Czasy pracy na jednym ładowaniu wyciągałem lepsze niż na S8+ mimo ekranu o takich samych parametrach oraz baterii o identycznej pojemności (3500 mAh).

Galaxy S9+ zaskakująco dobrze zarządza energią, gdy jest aktywnie użytkowany, ale w trybie czuwania energia ucieka dość szybko. Dobra intensywnej pracy jest realna, ale 2 dni średniointensywnej niekoniecznie.

Smartfon wspiera oczywiście szybkie przewodowe oraz szybkie bezprzewodowe ładowanie.

Podsumowując

Samsung Galaxy S9 to chyba najbardziej dojrzały smartfon w historii tegoż producenta. Koreańczycy wyraźnie zaczęli uskuteczniać filozofię "albo dobrze, albo wcale". Zastosowane rozwiązania, którymi szczyci się Samsung, są dopracowane, przemyślane i chce się z nich korzystać. Nie ma to zapchajdziur, które mają jedynie fajnie wyglądać w reklamach, a często tak ze smartfonami tej marki bywało.

Każdy oczekuje od telefonu co innego, ale patrząc na całokształt, można pokusić się o stwierdzenie, że Galaxy S9+ jest najlepszym smartfonem z Androidem, jaki można obecnie kupić. Genialny ekran, fantastyczny aparat, dobre głośniki stereo, skuteczne zabezpieczenia biometryczne, piękne wzornictwo czy fajne bajery pokroju wspomnianego trybu Super Slo-mo. Klasa.

S9 skierowany jest jednocześnie do osób, które są w stanie zapłacić ekstra za możliwość korzystania ze sprzętu z najwyższej półki. Smartfon startuje z poziomu 3999 zł. To dużo. Zwłaszcza że konkurencja na rynku high-endowych smartfonów jest silna, a co najwyżej trochę gorsze smartfony (choć i to kwestia preferencji) można kupić dużo mniej niż 3000 zł. Dość wspomnieć o LG V30, Huaweiu Mate 10 Pro czy nawet ubiegłorocznym Galaxy S8.

Każdy musi zatem odpowiedzieć sobie sam pytanie, czy jest w stanie dopłacić do garści rozwiązań, których inne smartfony nie mają.

Galaxy S9 czy Galaxy S9+?

Nie miałem okazji pobawić się dłużej mniejszym modelem, ale znam jego braki, więc co nieco mogę na ten temat powiedzieć.

S9 jest bardziej poręczny od większego brata, ale jednocześnie wyraźnie gorszy. Brakuje mu podwójnego aparatu czy 6 GB pamięci RAM, a to jedne z głównych powodów, dla których w ogóle warto rozważać kupno tegorocznego modelu, a nie ubiegłorocznego S8.

Różnica w cenach to obecnie ok. 400 zł, czyli — przy kwotach tego rzędu — jest niewielka. Jeśli kogoś nie zniechęcają większe rozmiary, zdecydowanie warto dopłacić do plusa.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Ładne, nowoczesne wzornictwo
  • Wodo- i pyłoszczelność
  • Rewelacyjny ekran
  • Wysoka wydajność
  • Funkcjonalne, przemyślane oprogramowanie
  • Niezłe głośniki stereo
  • Solidne zabezpieczenia biometryczne
  • Bardzo dobry aparat o dużych możliwościach

Minusy:

  • Wysoka cena
  • Przycisk Bixby łatwo pomylić z klawiszem zasilania, a jest w Polsce praktycznie bezużyteczny
  • Ważne nowości nie trafiły do mniejszego modelu

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Nokia 301 - nie będzie łatwo [pierwsze wrażenia] Nokia Lumia 800 - "prawdziwy" Windows Phone [test] Nokia X6 - pierwsze wrażenia HTC Titan - po prostu tytan! [test] Cellna recenzja: Where in the World is Carmen Sandiego HTC One m8: podsumowanie testów i recenzja Samsung Wave S8500 - test cz.2 Huawei P9 lite to gwarancja dobrze wydanych pieniędzy [Test i recenzja] Wielki test smartfonów za 500 zł: Sprawdzamy Doogee X60L HTC Sensation - high-end w (prawie) każdym calu [pierwsze wrażenia] Sony Ericsson Hallon – pierwszy przegląd nowego smartfona HTC EVO 3D – pierwsze wrażenia

Popularne w tym tygodniu:

Redmi Note 9 Pro: pierwsze wrażenia. Czuć potencjał Taniej, ale i bardziej nijako. Test OPPO Reno 3 vivo NEX 3S 5G to telefon tak piękny, że nie mieści się w... ręce [TEST] Najtańszy smartfon z peryskopowym teleobiektywem. realme X3 SuperZoom: test aparatu