Gdy widzisz, jak jeden ze złodziei Nokii 3310 okrada przechodnia, najrozsądniej byłoby zadzwonić na 112. W przypadku flagowca Samsunga sprawa jest utrudniona, bo cała procedura wygląda tak: wciskasz przycisk zasilania, przesuwasz kilka razy palec nad wyświetlaczem i jarasz się efektem na ekranie blokady, odblokowujesz ekran, uruchamiasz aparat, nagrywasz całą akcję na wideo, wrzucasz filmik na fejsa, wracasz do pulpitu głównego, odwracasz wzrok i udajesz, że nie widziałeś tych przycinek, klikasz na ikonkę dialera, który uruchamia się dwie sekundy, i wmawiasz sobie, że tak ma być, próbujesz sięgnąć kciukiem "jedynki" na klawiaturze numerycznej, podnosisz telefon z ziemi, wkładasz baterię i modlisz się, by się uruchomił, cieszysz się jak dziecko, że wszystko działa, odpalasz Twittera i chwalisz się wszystkim, że Twój Galaxy S4 przeżył upadek i jednocześnie naśmiewasz się z porysowanych od nowości iPhone'ów 5, wracasz do dialera, tym razem wybierasz numer oburącz, przykładasz telefon do ucha, odczuwasz wibracje na policzku, zerkasz na telefon i oglądasz gasnące logo Samsunga, idziesz do domu podładować telefon, przypominasz sobie, że nie masz już domu, bo sprzedałeś go, żeby kupić S-czwórkę, po godzinie zapominasz o sprawie.