Huawei P10 - test i recenzja

Ten artykuł ma 3 strony:

Wydajność; łączność; oprogramowanie

Huawei P10 jest naprawdę szybki

Sercem smartfona jest Kirin 960. To ośmiordzeniowa jednostka zbudowana przez należącą do Huaweia markę HiSilicon. Do jej produkcji wykorzystano cztery mocne rdzenie Cortex-A73, cztery energooszczędne Cortex-A53 oraz układ graficzny Mali-G71 MP8.

Starsze Kiriny znane były z niskiej wydajności graficznej, ale to przeszłość. Najnowsza jednostka nie ustępuje pod tym względem konkurencji. Dzięki temu nie tylko wyśmienicie radzi sobie z grami, ale i — w końcu - nagrywaniem filmów 4K.

W codziennym użytkowaniu smartfon jest bardzo szybki. Polecenia wykonywane są błyskawicznie, a dłuższe spowolnienia nie występują.

Również płynne animacje cieszą oko, choć podczas testów miałem problemy z oficjalną aplikacją Facebooka, która nieprzyjemnie klatkowała podczas przewijania. Ta apka znana jest ze swojej ociężałości, ale mimo wszystko z takimi przycinkami nie miałem do czynienia w przypadku innych smartfonów z górnej półki. Alternatywą jest korzystanie z Facebooka przez przeglądarkę lub skorzystanie z innej aplikacji (Facebook Lite lub jakiś nieoficjalny klient).

Łączność — jest dobrze, ale są i braki

Jako telefon Huawei P10 sprawdza się bardzo dobrze. Zastosowane anteny zapewniają dobry zasięg, a głośnik i mikrofon zapewniają komfortowe prowadzenie rozmów.

Cieszy także zastosowanie hybrydowego slotu na dwie karty SIM, co nie jest standardem na naszym rynku. Zwłaszcza w tym segmencie cenowym.

Zobacz również: Jesteśmy na premierze Huawei P30 i P30 Pro

Smartfon — podobnie jak większość współczesnych flagowców — wykorzystuje gniazdo ładowania USB-C, ale to jest zgodne ze starszym standardem USB 2.0, a nie 3.x. To oznacza wolniejszy transfer danych oraz możliwą niekompatybilność z bardziej zaawansowanymi akcesoriami wymagającymi nowszego standardu łączności.

Biorąc pod uwagę, że w tym roku pojawiły się już pierwsze smartfony z Bluetoothem 5.0 (np. Galaxy S8, Xperia XZ Premium czy OnePlus 5), rozczarowywać może także moduł 4.2 zastosowany w Huaweiu P10. Szkoda, bo nowszy standard wyróżnia się wyższym zasięgiem, szybszym transferem danych czy możliwością połączenia z dwoma bezprzewodowymi głośnikami jednocześnie.

Trzeba jednak pamiętać, że Huawei P10 jest tańszy od markowych flagowców konkurencji, dlatego tego typu braki jestem skłonny wybaczyć. Lepiej że przycięto koszta na modułach łączności (których możliwości i tak nie każdy by wykorzystał) niż jakości wykonania czy wydajności.

Huawei P10 ma niezły głośnik w złym miejscu

Flagowiec Huaweia ma głośnik mono ulokowany na dolnej krawędzi. Niestety łatwo jest go wytłumić zasłaniając ręką.

Dobrą wiadomością jest to, że dźwięk wydobywający się z głośnika jest głośny. Ponadprzeciętnie głośny. Jeśli ktoś dużo czasu spędza w niesprzyjających warunkach i narzeka na zbyt cichy dzwonek w swoim telefonie, ciężko o lepszą propozycję niż P-dziesiątka. Co przy tym istotne, nawet na maksymalnym poziomie głośności dźwięk pozostaje klarowny.

Oprogramowanie jest funkcjonalne, ale niektóre funkcje opisane są niejasno

Oprogramowanie EMUI 5.1 ma sporo fajnych funkcji, ale mniej zaawansowanemu technologicznie użytkownikowi może być trudno je odkryć. Wiele z nich zostało niejasno nazwanych; Huawei albo stosuje profesjonalną terminologię, albo nazwy własne, które kompletnie nic nie mówią. Przykłady?

  • Tryb małej przysłony — tryb w aparacie, który pozwala zmienić punkt ostrości po zrobieniu zdjęcia, czyli rozmyć tło lub pierwszy plan. Nie sądzę, by przeciętny użytkownik był na tyle zorientowany w fotograficznej terminologii, by skojarzył małą przysłonę z rozmyciem.
  • Ultrabateria — tryb, który obniża wydajność urządzenia, by wydłużyć czas pracy na jednym ładowaniu. Równie dobrze tak mógłby się nazywać tryb szybkiego ładowania.
  • Multi-ekran — tryb pozwalający wyświetlić zawartość ekranu np. na telewizorze. Mnie nazwa tej funkcji kojarzy się używaniem dwóch aplikacji jednocześnie na jednym ekranie (Samsung nazywa taki tryb Multi-Window).

Dla młodego, zaznajomionego z technologiami człowieka nie będzie to może wielki problem, ale obawiam się, że Huawei P10 może być niespecjalnie intuicyjny dla osoby starszej, dla której będzie to pierwszy smartfon z górnej półki. Zwłaszcza w zestawieniu z wymagającym przyzwyczajenia przyciskiem funkcyjnym, o którym wspomniałem wcześniej.

Pomijając trochę przekombinowaną nomenklaturę, oprogramowanie jest udane

Nakładka EMUI ma wiele zalet:

  • Huawei preinstalował sporo autorskich aplikacji. Jest menedżer plików, dyktafon, udana pogodynka, dyktafon, notatnik, kompas czy nawet lustro (aplikacja wykorzystująca przednią kamerkę);
  • ustawienia są bogate w opcje konfiguracyjne, więc każdy dostosuje interfejs do własnych upodobań;
  • przydatna jest funkcja "Aplikacja bliźniacza", która klonuje aplikację (np. Facebooka), aby możliwe było jednoczesne korzystanie z dwóch rożnych kont.

Mnie z Huaweia P10 korzystało się bardzo przyjemnie. Wolę nakładki od "czystego" Androida i doceniam to, że większość potrzebnych narzędzi mam pod ręką od razu po wyjęciu telefonu z pudełka.

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Nokia 500, czyli Wildfire z Symbianem [pierwsze wrażenia] FreeM - test usługi LG Swift 2X - test cz. 1 [sprzęt] ASUS ZenFone 4 - test i recenzja Appshaker Komórkomanii #32 - na Halloween mamy Ghost Detector, Dead Grind, Zombiewood i inne Cellna recenzja: Tomb Raider Underworld Galaxy Z Flip: test składanego smartfonu Samsunga YotaPhone 2 - telefon o dwóch twarzach. Test i recenzja smartfona z ekranem E Ink Honor 10: wrażenia po kilku dniach i zdjęcia z aparatu Samsung Wave 723 (S7230) -wideotest Cellna recenzja: NBA Pro Basketball 2009 Cellna recenzja: Samsung OMNIA i900

Popularne w tym tygodniu:

OnePlus Nord: pierwsze wrażenia