Huawei P10 - test i recenzja

Ten artykuł ma 3 strony:

Aparat; bateria; podsumowanie

Aparat Huaweia P10 jakościowo przegrywa z konkurencją, ale nadrabia w innych aspektach

Smartfon ma podwójny aparat brandowany przez Leicę, który złożony jest z 12-megapikselowej matrycy kolorowej oraz 20-megapikselowej matrycy monochromatycznej. Ta druga zapisuje więcej detali. Jako że oprogramowanie wykorzystuje dane zbierane przez oba sensory, finalne zdjęcie ma się cechować żywymi kolorami i wysokim kontrastem.

W dzień smartfon robi bardzo dobre zdjęcia. Widać, że inżynierowie w końcu dopracowali swoje algorytmy; starsze huaweie rejestrowały chłodne, sztuczne barwy. Na zdjęciach uchwyconych przez P10 kolory są wiernie odwzorowane. Dopracowano także rozpiętość tonalną, dzięki czemu szczegóły zachowywane są w jaśniejszych i ciemniejszych partiach.

Smartfon bardzo dobrze radzi sobie także z ustawianiem ostrości. Również w przypadku zdjęć makro.

P-dziesiątkę polubią miłośnicy fotografii czarno-białej

Zdjęcie zrobione natywnie w odcieniach szarości wygląda inaczej niż takie, które zostało cyfrowo wyprane z barw. Dlatego profesjonaliści często sięgają po aparaty z matrycami monochromatycznymi (z których produkcji słynie skądinąd Leica).

Poniżej możecie zobaczyć porównanie zdjęcia zrobionego matrycą monochromatyczną i fotki kolorowej po cyfrowej obróbce.

Zobacz również: Huawei Ascend Mate7 w naszych rękach

Jak widać, pierwsze zdjęcie jest bardziej stonowane i pozbawione nienaturalnej jaskrawości. Inna sprawa, że nie każdemu taki efekt musi się podobać; niektórym bardziej może odpowiadać sztuczna wyrazistość uzyskana po usunięciu nasycenia barw ze zdjęcia kolorowego.

P10 niestety nie najlepiej radzi sobie w nocy

Obie matryce mają przysłonę o jasności f/2,2, co — jak na 2017 rok — jest słabym wynikiem. Konkurencja już dawno zjechała do wartości f/1,7-f/1,8.

Jako że do matrycy dociera relatywnie mało światła, oprogramowanie radzi sobie z tym na niesatysfakcjonujące sposoby. Przede wszystkim sztuczne podbijanie jasności przekłada się na dużą ilość szumów i przepalenia w jaśniejszych obszarach (np. neony i inne źródła światła).

Słabą kondycję aparatu w nocy ciężko usprawiedliwić nawet ceną, bo ubiegłoroczne flagowce Samsunga czy LG, które dziś są całkiem przystępne, radzą sobie po zmroku lepiej.

Świetne oprogramowanie sprawia jednak, że fotografowanie Huaweiem P10 daje mnóstwo frajdy

Jakość jakością, ale Huawei P10 nadrabia wszelkie braki cudownym oprogramowaniem. Pokochałem tryb małej przysłony, który pozwala wybrać punkt ostrości już po zrobieniu zdjęcia oraz precyzyjnie wyregulować stopień rozmycia. Można dzięki temu rozmyć tło lub pierwszy plan. Widać, że dwa aparaty nieźle radzą sobie ze zbieraniem informacji o głębi.

Rozmyć tło można także podczas robienia selfie z użyciem przedniej kamerki. Niemniej pojedynczy sensor na froncie zdecydowanie mniej precyzyjnie wykrywa pierwszy plan.

Nie zabrakło tutaj również znanego ze wcześniejszych smartfonów Huaweia trybu malowania światłem czy możliwości tworzenia filmów poklatkowych. P10 jest więc fajnym narzędziem do fotograficznej zabawy.

Link do wszystkich zdjęć w pełnej rozdzielczości.

Bateria? Ni grzeje, ni ziębi

Smartfon ma baterię o pojemności 3200 mAh. To sporo jak na 5,1-calowca. Zwłaszcza że ekran pracuje w niezbyt zasobożernej rozdzielczości 1920 x 1080. Choć jednak liczby napawają optymizmem, rzeczywistość w moim przypadku nie sprostała oczekiwaniom.

Przy moim użytkowaniu — przeglądarka, Facebook, Twitter, Messenger, Spotify, YouTube i aparat — wyciągałem jakieś 4,5 godziny aktywnego ekranu w ciągu doby. Realnie zazwyczaj kończyłem dzień z ok. 20-procentowym zapasem energii. Dramatu nie ma, ale powodów do pochwał też nie. Przy takich parametrach spodziewałbym raczej 6 godzin na ekranie.

Huawei P10 wspiera szybkie ładowanie, ale nie jest to rozwiązanie wolne od wad

Korzystając z dołączonej do zestawu ładowarki 15 minut wystarczy, aby napełnić baterię do ok. 28 proc. Nieźle. Wraz z postępem prędkość ładowania oczywiście spada, ale cały proces zamyka się w 90 minutach, co jest dobrym wynikiem.

Jako jednak, że Huawei opracował autorską technologię, wymaga ona użycia nie tylko konkretnej ładowarki, ale i konkretnego kabla, który znajduje się w pudełku. Po wykreśleniu z równania któregoś z wymienionych elementów prędkość ładowania diametralnie spada.

Czy jest to wielki problem? Zależy, jak ktoś używa telefonu. Jeśli masz jedną ładowarkę w sypialni, jedną w salonie, jedną w kuchni, a jedną w biurze, chcąc ładować telefon szybko będziesz musiał się uzbroić w kilka zestawów kabli i ładowarek. Nie pomogą nawet szybkie ładowarki od innych telefonów (np. QuickCharge).

Podsumowując

Huawei P10 jest smartfonem bardzo zachowawczym na tle konkurencji, która w tym roku postawiła na duże zmiany.

Galaxy S8 i LG G6 kuszą nietypowymi proporcjami ekranów i wąskimi ramkami. HTC U11 ma obudowę wykrywającą nacisk. Xperia XZ Premium pozwala nagrywać filmy w niespotykanym dotąd spowolnieniu. Huawei P10 to ostrożna ewolucja modelu P9 bez jakiegoś unikalnego wyróżnika.

Oczywiście huaweie zawsze były konkurencyjne cenowo, ale nie jest tak, że Chińczycy sprzedają to samo za mniej; niższa cena okupiona jest brakami w modułach łączności, słabą kondycją aparatu w nocy czy brakiem bezramkowej i wodoszczelnej konstrukcji.

Huawei P10 bynajmniej nie jest jednak złym smartfonem

To perfekcyjnie wykonany, dobrze wyposażony i szybki smartfon z bardzo dobrym oprogramowaniem, którego fotograficzne funkcje dają dużo frajdy. Te zalety w połączeniu z brakiem udziwnień i rozsądną ceną dla wielu osób mogą być wszystkim, czego potrzebują.

Warto też zaznaczyć, że na rynku dostępny jest także bliźniaczy Honor 9, który ma bardzo podobne wyposażenie w niższej cenie.

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • Perfekcyjna jakość wykonania
  • Ciekawie wyglądający i niezbierający zabrudzeń tył
  • Bardzo szybki i skuteczny czytnik lini papilarnych
  • Wysoka wydajność
  • Funkcjonalne oprogramowanie
  • Podwójny aparat z mnóstwem ciekawych trybów

Minusy:

  • Wielofunkcyjny przycisk pod ekranem jest nieintuicyjny
  • Nudny przód
  • Brak wodoszczelności
  • Nie najlepsza jakość zdjęć nocnych

Sprawdź konkurencyjne smartfony:

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Samsung Galaxy Tab S3 - test flagowego tabletu z Androidem LG G6 - test i recenzja Samsung Galaxy S8+ - przedostatni przystanek w drodze do doskonałości? [Test] AirPods - test prawdziwie bezprzewodowych słuchawek Apple'a Moto Z - test i recenzja modułowego smartfona Lenovo Samsung Galaxy Tab S3 - pierwsze wrażenia Withings Steel HR - test i recenzja ZTE Axon 7 - flagowiec w (prawie) każdym calu [test] Samsung Galaxy A5 (2017) - test i recenzja Nubia Z11 Max to prawdziwy multimedialny kombajn - test i recenzja Lenovo Moto G4 Plus - test i recenzja Honor 8 - wideorecenzja Chodź ze mną na basen - Apple Watch Series 2 w oczach pływaka [test] Honor 8, czyli tańszy brat Huaweia P9 - test i recenzja Sony Xperia X Compact - test i recenzja Huawei P9 lite to gwarancja dobrze wydanych pieniędzy [Test i recenzja] To najfajniejszy kabel do ładowania gadżetów jaki kiedykolwiek miałem LG X power kontra Asus ZenFone Max. Wielki pojedynek długodystansowców! Nvidia Shield to najlepsza przystawka z Androidem TV. Tylko co z tego? LG X power to bezkompromisowy długodystansowiec [test i recenzja] Sony Xperia XZ w naszych rękach - pierwsze wrażenia Wiko Ufeel - sprawdzamy smartfona z 3 GB RAM-u, który kosztuje mniej niż 900 zł Samsung Gear 360 sprawił, że zapragnąłem mieć kamerkę 360. Ale nie tę Gear Fit2 udowadnia, że Samsung umie uczyć się na własnych błędach [test]

Popularne w tym tygodniu:

Samsung Galaxy Fold w naszych rękach. Sprawdzamy jego funkcje OPPO Reno2: wrażenia po tygodniu i zdjęcia z aparatu. Takiego smartfonu w ofercie brakowało