Filipińczycy buntują się przeciw podatkowi od SMSów
Na tym świecie pewne są tylko dwie rzeczy – śmierć i podatki. W zacofanych czasach feudalizmu, którymi straszą nas już w podstawówce, płaciło się jeden podatek – dziesięcinę. Dziś, podatków mamy tyle, że chyba tylko specjaliści są w stanie powiedzieć ile różnych podatków przypada na zwykłego, przeciętnego Kowalskiego. A rząd nie ustaje w wymyślaniu kolejnych rzeczy, które można opodatkować. Tym razem na genialny biznesowo pomysł na zarobek, wpadł rząd Filipin. W końcu Filipiny to królestwo krótkich wiadomości tekstowych – dziennie wysyła się ich tam między 300 milionów do 2 miliardów. Dlaczego więc rząd na nadgorliwości palcowej swoich obywateli nie mógłby zarobić?