Jak radzi sobie Apple rok po śmierci Steve'a Jobsa?

Jak radzi sobie Apple rok po śmierci Steve'a Jobsa?
08.10.2012 19:00
Steve Jobs (ur. 1955 - zm. 2011)
Steve Jobs (ur. 1955 - zm. 2011)
Michał Mynarski
Michał Mynarski

Rok temu pracowałem nad kolejnym artykułem i z braku weny twórczej, niezliczony raz tej nocy, odpaliłem Facebooka. W strumieniu bezsensownych wpisów i linków przed oczami mignął mi wtedy odnośnik do artykułu na IMDB.com ze zdjęciem Steve'a Jobsa jako miniaturką. W słowo "Died" w tytule początkowo nie mogłem uwierzyć.

Ponad rok temu wizjoner i twórca jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie odszedł po długoletniej walce z chorobą. Zostawił po sobie rodzinę, znajomych i gigantyczną firmę, która przez ostatnie 365 dni stara się działać tak samo dobrze i na tak samo wysokich obrotach jak wcześniej.

Odejście Jobsa odbiło się szerokim echem w mediach i na świecie. To dość niespotykane, że osoba tak mocno powiązana ze światem technologicznym była tak znana i rozpoznawalna. Jobs był gwiazdą świata elektroniki, a prezentacje nowych produktów były jego teatralnymi występami. Gdy odszedł, tysiące ludzi składało hołd pod Apple Store'ami, zostawiało znicze, kwiaty, kartki czy nadgryzione jabłka. Jobs zapisał się na kartach historii jako człowiek niebojący się myśleć inaczej niż konkurencja. Jego życiorys spisany przez Waltera Issacsona stał się wartą poznania opowieścią o niezłomnym człowieku.

Apple wciąż jest na topie

Czy Apple rok po odejściu swojego szefa radzi sobie równie dobrze? Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko liczby, to nie ulega wątpliwości, że Tim Cook daje radę. Za czasów jego rządów akcje Apple'a poszły mocno w górę, po premierze nowego iPada padł rekord sprzedaży tego typu urządzeń. Podobnie było w przypadku iPhone'a 5, który pomimo cięgów, jakie zebrał w Sieci, pobił liczbę pre-orderów swojego poprzednika o 25%.

W międzyczasie udało się Apple'owi coś w obecnych czasach niebywałego - zwrócić uwagę świata technologicznego na notebooka. Ludzie zachłysnęli się konstrukcją i ekranem nowego MacBooka Pro, który okazał się jednym ze szczytowych osiągnięć inżynieryjnych Apple'a. Po każdej prezentacji nowych produktów słupki giełdowe spółki rosły, chociaż nie zawsze tak szybko, jak życzyliby sobie analitycy.

iPhoto prezentowane na Nowym iPadzie, 7 Marca 2012 (fot: Jon Phillips/Wired)
iPhoto prezentowane na Nowym iPadzie, 7 Marca 2012 (fot: Jon Phillips/Wired)

Czy klienci Apple'a mają powody do zadowolenia? Jak najbardziej. iPad doczekał się świetnego update'u. Z ekranem, jaki w nim zamontowano, inni producenci nie mogą (nie chcą?) konkurować. Nowy procesor i chyba najciekawsza z tego zestawu bateria uczyniły z nowego iPada hit sprzedażowy. Realną konkurencję stworzył dopiero mniejszy i sprzedawany za dwukrotnie niższą cenę Nexus 7.

Tim Cook prezentuje iPhone'a 5, 12 września 2012
Tim Cook prezentuje iPhone'a 5, 12 września 2012

iPhone 5, pomimo gigantycznej nagonki, jaka go spotkała, również okazał się świetnym urządzeniem, które zdobyło serca wielu recenzentów. Nowy procesor, który jest trochę bardziej "Apple design" niż A5, większy, lepszy ekran, nowe złącze i ulepszony aparat to funkcje doceniane przez testerów najbardziej. Co więcej, Jony Ive odrobił zadanie domowe. Jak widać, udało się mu wprowadzić kilka ważnych zmian, a jednocześnie zachować styl, elegancję i precyzyjne wykonanie, do którego Apple przyzwyczaił swoich użytkowników.

Jednak cokolwiek by mówić, zdarzały się problemy - i to niemałe. Kwestia grzejącego się nowego iPada, nie do końca działającego portu USB 3.0 w MacBookach czy wreszcie afera z mapami i porysowanymi egzemplarzami iPhone'a 5 to najboleśniejsze wpadki Apple'a w ciągu ostatniego roku. Czy to znaczy, że firma się kończy, i to są właśnie oznaki braku Jobsa?

Według mnie absolutnie nie. Za jego czasów również zdarzały się problemy - i to nie mniejszej wagi. By nie powoływać się na wałkowany miliony razy temat anteny w iPhonie 4, przypomnę o iMacach, w których notorycznie żółkła matryca, o wpadce z MobileMe czy optymalizacją OS X 10.7 Liona. Apple zawsze miał jakieś problemy, z różnymi urządzeniami i z różnych przyczyn. Czy odejście Jobsa wpłynęło jakoś na tę kwestię? Myślę, że raczej nie, a jeśli nawet, to jest za wcześnie, by wyciągać wnioski.

Pytanie - jak długo?

Jeżeli miałbym wskazać element w firmie, który stanowczo się pogorszył w ciągu ostatniego roku, jest nim kwestia utrzymania tajemnic przed premierami. O nowym iPadzie wiedzieliśmy prawie wszystko, a największym zaskoczeniem była nazwa tabletu. Tego, że pojawi się MacBook z ekranem Retina, też mogliśmy być prawie pewni, ale w tym przypadku największą nowością był port HDMI!

Detale iPhone'a 5 wypłynęły prawie w całości długo przed premierą. Pierwsze wizualizacje oparte na wyciekach mogliśmy podziwiać już w czerwcu i w zaskakująco dużej mierze pokrywały się one z tym, co zaprezentowano miesiąc temu. Firmie nie udało się utrzymać w tajemnicy nawet nowych słuchawek! O iPodach dla odmiany nie słyszeliśmy nic, ale to tylko dowodzi, że prawie nikt już tymi urządzeniami się nie interesuje.

Steve Jobs podczas prezentacji na MacWorld Expo, Boston 1997 r. (fot. Diana Walker)
Steve Jobs podczas prezentacji na MacWorld Expo, Boston 1997 r. (fot. Diana Walker)

Steve miał obsesję na punkcie ukrywania przed mediami premierowych urządzeń, głównie dlatego, że podchodził bardzo emocjonalnie do ich prezentacji. Chciał być tym jedynym, który może pokazać swoje dziecko światu. Dlatego też wywołał zamęt, gdy zgubiono egzemplarz iPhone'a 4. A skala wycieków w tym roku była zaskakująco wysoka. Jeśli coś podobnego wydarzyłoby się za rządów Steve'a, to spodziewałbym się srogiej awantury. I to trzykrotnie.

Jak więc firma z Cupertino poradziła sobie pierwszy rok bez swojego guru? Sądzę, że całkiem nieźle. Ani akcjonariusze, ani pracownicy, ani - co najważniejsze - klienci nie mogli narzekać na to, co Apple pokazał w ciągu minionego roku. Jednak może być to związane z siłą rozpędu, z jaką pchał tę firmę Jobs. Do ostatnich chwil swojego życia szkicował nowe produkty i rozmawiał na temat wprowadzanych rozwiązań. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że w każdym z urządzeń, jakie zaprezentowano ostatnio, Steve maczał palce.

Prawdziwa próba nadejdzie za rok, dwa, gdy przyjdzie czas na pokazanie czegoś nowego, rewolucyjnego, bez intuicji charyzmatycznego szefa. Wtedy Tim i spółka będą mieli twardy orzech do zgryzienia i wtedy właśnie zobaczymy, ile wart jest faktycznie Apple bez Jobsa. Pomimo że na papierze firma przez ostatni rok radziła sobie świetnie, to trudno nie odczuć braku "think different" w jej działaniach. Prawdopodobnie brakuje tam kogoś, kto wpisałby się w panteon postaci, o których jeden znany człowiek mówił "the crazy ones".

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)