Co nas irytuje w smartfonach

Co nas irytuje w smartfonach21.03.2014 13:03
Co nas irytuje w smartfonach
Maciej Kubiak

Irytacja - uczucie, które towarzyszy nam za każdym razem, gdy sięgamy do kieszeni po smartfona. Nie jest bynajmniej spowodowana jego nadmierną wagą, czy kanciastym kształtem...

SMS o treści "T11943" na numer 7122
SMS o treści "T11943" na numer 7122

Poniższy tekst został napisany na podstawie obserwacji zachowań zarówno wśród moich znajomych, jak i komentarzy na tym portalu i forach internetowych poświęconych gadżetom mobilnym. Jest oczywiście trochę przejaskrawiony. Nie jest poparty żadnymi badaniami ani sondażami. Ma on na celu zwrócenie uwagi na pewne zachowania występujące u posiadaczy smartfonów.

Na pewno każdy z nas złapał się na tym, że sięgając do kieszeni (gdzie zwykle znajduje się nasz telefon) niemal stracił przytomności. Serce wali jak oszalałe i nie jest spowodowane to ujrzeniem wyjątkowego okazu płci przeciwnej. Ot po prostu kieszeń jest pusta. Pierwsza myśl – zgubiony smartfon wart dwie wypłaty. Czas nagle zwalnia, odgłosy dochodzą do naszego mózgu z opóźnieniem porównywalnym z tempem wczytywania stron w Internet Explorerze. Po chwili dopiero uświadamiamy sobie, że wszystko jest ok, a telefon trzymamy w drugiej dłoni. Tak jakby był integralną częścią naszego ciała. Pan Hilary byłby dumny! Już po chwili serce wraca do normalnego stanu, świat znów staje się piękny, a my uspokojeni wracamy do wcześniej wykonywanej czynności. Niby nic takiego, ale do końca dnia będziemy przeżywać traumę na samą myśl, co by było gdyby…

Kiedy już emocje opadną, należy zerknąć na wyświetlacz czy przypadkiem nie pojawiło się jakieś powiadomienie. W końcu gdyby pojawiło się w czasie przygody opisanej wyżej, wibracja szybko sprowadziłaby nas na ziemię. Ale właśnie w ten sposób oddziałuje na nas złośliwość rzeczy martwych. Nie wibruje wtedy, kiedy sobie tego życzymy. Wyświetlacz nie wskazuje nic. Zero. Żadnych nieodebranych połączeń, żadnych powiadomień z facebooka, twittera, nawet marnego emaila czy smsa. Irytacja sięga zenitu, bo przecież ktoś na pewno o nas myśli. Więc przystąpimy do opisania naszej przygody na portalu społecznościowym, może chociaż jakieś lajki, albo komentarze. Publikuj! I to oczekiwanie. Smartfon nadal milczy. Wsadzamy go do kieszeni.

I czekamy, to czekanie jest najgorsze. Jakby trwało wieki. Czas znowu zwalnia, wsiadamy do tramwaju czy autobusu. Nuda. Przez myśl przechodzą pomysły, żeby może w coś zagrać, ale przecież wszystkie gry, które mamy albo już przeszliśmy, albo nie da się w nie grać na ekranie dotykowym. Więc siedzimy bezczynnie. Nagle jest! Wibracja! Z nadzieją wyciągamy smartfona, z myślą, że ktoś polubił nasz status o ‘zgubionym telefonie lol’, ale to tylko padająca bateria daje o sobie znać. Irytacja sięga zenitu. Przecież mamy 500 osób w znajomych, a nikt nie dał lajka. Albo nigdy nie przeżyli tego co my, albo mają nas totalnie w nosie. Albo znowu facebook ograniczył widoczność naszego posta i nikt go nie przeczytał. Głupi ten facebook! Dodatkowo bateria pada, więc nie posłucham ani muzyki, ani nie posiedzimy w internecie przemierzając setki bezsensownych stron z głupimi obrazkami, żeby zabić czas w podróży. A gdyby producent zastosował większe ogniwo, na pewno by nam się to nie przytrafiło! Głupi producent!

Heroicznie walczymy o każdy procent baterii. Włączamy oszczędzanie energii, wyłączmy synchronizację. Oczywiście pakiet danych zostawiamy z nadzieją, że ktoś jednak skomentuje naszą przygodę. Więc wsadzamy zablokowany telefon do kieszeni, tym razem upewniamy się, że na pewno do niej trafił. I macamy się po niej co jakiś czas – dla pewności. Wiercimy się na miejscu siedzącym, próbujemy nie myśleć o telefonie. Przecież świat wokoło jest taki piękny. Kolejne przystanki. Kurcze, nikt nie dał jeszcze lajka… Jakbyśmy mieli Samsunga S5 z nowym systemem oszczędzania energii, na pewno nie przytrafiłoby nam się nic złego. No może poza faktem, że nie korzystalibyśmy z niego, bo trochę wstyd, kiedy pasażer obok ma zgrabnego, smukłego Iphone 5… Jeszcze parę przystanków i będziemy w domu, ładowarka rozwiąże nasz problem na następnych kilka godzin.

Korzystając ze smartfona w trybie oszczędzania energii jesteśmy skazani na ciągłe spowolnienia systemu. Aplikacje ładują się jakby chciały, a nie mogły. Mamy przecież 4 rdzenie, mniejsza czy MediaTek czy Snapdragon (ten drugi oczywiście lepszy, bo o nim słyszeliśmy), 2GB ramu (tyle samo co tegoroczne flagowce, hell yeah!) a telefon tnie niemiłosiernie. Głupi Android! Głupie oszczędzanie energii, ale do domu jeszcze 20 minut drogi, więc jesteśmy skazany na ten tryb. Włączamy facebooka, może powiadomienia lekko zamuliły, a tam 40 powiadomień odnośnie naszego statusu. Nagle trach. Świat się wali. „Aplikacja przestała odpowiadać”. I przypominamy sobie nasze najgorsze lata spędzone przed komputerem, gdy korzystaliśmy z Windowsa Me, albo co gorsza – Windowsa Visty. Flashback, koszmary powracają. Dlaczego akurat dzisiaj?! Dlaczego akurat mnie?!

Jedziemy dalej, już bliscy stanu depresyjnego, dodatkowo znajdując się w mieście wojewódzkim, wśród wielu bilboardów tracimy zasięg. Jak to? Przecież to niemożliwe. Uporczywie staramy się naprawić ten błąd włączając na przemian tryb samolotowy i online. Głupi operator! Nie mógłby dołożyć z dwóch nadajników w naszym mieście? Za co płacimy ciężkie rachunki (albo raczej doładowania, bo rodzice boją się kupić abonamentu)?! Damn – niech ten dzień się skończy jak najszybciej… Głupi dzień!

Jest nagle upragniony sms. A może to powiadomienie z fejsa. Szybko zerkamy na telefon. Okazuje się, że to wiadomość od operatora. Pakiet danych skończył się. Akurat teraz. Kiedy czekamy na emaile wagi państwowej. Przecież na pewno ktoś do nas napisał, a my nie mamy jak tego sprawdzić. Głupi pakiet!

Rozglądamy się bezradnie po autobusie tudzież tramwaju, obserwujemy. Każdy zapatrzony w swoje cacko. W przeważającej ilości Samsungi, S3, S3mini, czasem Iphone 4s z pękniętym wyświetlaczem. Ale nasz wzrok przykuwa jeden wyjątek od tej nudnej reguły. Jest! Iphone 5s, Galaxy Note 3 albo Xperia Z! Kurcze, ktoś ma lepszy smartfon niż my. Smartfon albo deskę do krojenia z opcją dzwonienia. Whateva! Nie możemy tego zdzierżyć. Głupi koleś! Głupi nasz smartfon! Dodatkowo mamy świadomość, że kupiony przez nas flagowiec za pół roku nie będzie flagowcem, bo producent wypuści wersję PLUS. Czyli wydaliśmy kupę kasy za kolejny powód do irytacji. Nie wytrzymam! Głupi producent smartfonów i desek do krojenia!

Nasz przystanek. Szybciorem, prawie biegiem do domu, podłączyć telefon pod ładowarkę. Jest! Odżył. Możemy znów włączyć wszystkie funkcje. Jednak powiadomień jak nie było, tak nie ma. Głupi fejsik! Ale spoko, posiedzimy chwilę na kompie, telefon się podładuje. Przejrzymy jeszcze Google Play, może pojawiły się jakieś fajne gierki. Oczywiście w dziale Najlepsze Bezpłatne, bo kto głupi płaci za appki. Albo zbuntujemy się i oszukamy Google za ten głupi system. Wchodzimy w zakładkę Najlepsze Płatne i szukamy tytułu. Oczywiście na drugiej karcie w przeglądarce odpalony chomik, żeby móc pobrać wybraną aplikację. Nic ciekawego. Głupi Google Play!

Wieczorem, przchodzi czas na trening. Bieganie przecież to samo zdrowie. Oczywiście Endomondo, Facebook i GPS muszą być odpalone, żeby cały świat wiedział, że biegamy. No bo biegamy. Wyskakujemy w sportowym stroju pod blok (oczywiście zjeżdżamy z drugiego piętra windą, żeby endomondo za szybko nie wystartowało, bo czas będzie gorszy przecież) i odpalamy po kolei: GPS, endomondo, muzyczka. Telefon do kieszeni i jazda. Po całym treningu sięgamy po telefon w celu wykonania pamiątkowej samojebki #zmęczony #trening #półmaraton_wkrótce. I co się ukazuje naszym oczom? Apliakcja aparatu, która mimo 50 próby nie może złapać ostrości. Damn! Głupi aparat! Wrzucamy, to co mamy na fejsa, trudno. Ostatnim etapem jest oczywiście sprawdzenie naszego wyniku. I co się ukazuje naszym oczom? Telefon musiał sam się odblokować w kieszeni, lub zgubić sygnał GPS lub aplikacja przestała odpowiadać. Cały wynik poszedł w pierony, nigdzie się nie zapisało, a my przebiegliśmy w sumie 200m zamiast 10km. Głupi telefon! Głupie endomondo! Głupia blokada klawiatury!

Po kąpieli chwytamy smartfona w dłoń. Wyświetla się informacja o dostępnej aktualizacji systemu pokładowego. Ekstra! Nareszcie część naszych problemów zostanie wyeliminowana. Może nawet wszystkie. Ściągamy. Instalujemy. Bez zbędnych ceregieli, bez czyszczenia pamięci. Ładujemy, jeden system na drugi. Byleby szybciej, byleby po najmniejszej linii oporu. Cóż za zdziwienie, gdy okazuje się, że system działa jeszcze gorzej niż przed aktualizacją. Połowa aplikacji nie działa, druga połowa pogubiła dane. Wszystkie nasze dane z gier bezpowrotnie przepadły. Przecież mamy synchronizację z chmurą, to powinno samo się zrobić. Oczywiście wiemy jak pisać SWYPEm, wiemy jak przerobić zdjęcie na Instagrama, ale nie wiemy, że należy robić kopie zapasowe czy czyścić telefon przed aktualizacją. Głupi smartfon! Głupia aktualizacja! Oddajemy telefon do serwisu!

Powyższy tekst został napisany pół żartem-pół serio. Ma na celu bardziej wywołać uśmiech aniżeli kogoś obrazić. Pisowania niektórych wyrazów została użyta celowo, błędów ortograficznych (często idących w parze z powyższymi zwrotami) starałem się unikać, gdyż pokaleczyłbym język polski już za bardzo. Pozdrawiam, Maciej Kubiak.

Źródło artykułu:WP Komórkomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)