Na początek garść technikaliów: ekran G Flexa ma 6-calową przekątną, został wykonany w technologii POLED, a jego matryca Real RGB HD cechuje się rozdzielczością 1280 x 720. Powierzchnia wyświetlacza jest zatem spora, a rozdzielczość jak na dzisiejsze standardy bardzo przeciętna, więc i poziom zagęszczenia pikseli jest daleki od rekordu świata (wynosi raptem 245 ppi). Co to oznacza w praktyce? Pojedyncze piksele podczas codziennego użytkowania nie biją po oczach, ale można je jak najbardziej dostrzec. Osoby przyzwyczajone do smartfonowych paneli Full HD mogą razić poszarpane czcionki.
Nie rozdzielczość jest jednak problemem, ale sposób, w jaki wykonano ekran. Każdy piksel zdaje się żyć własnym życiem i świecić z inną intensywnością, co przekłada się na mocno ziarnisty obraz. Jest to szczególnie widoczne przy jednolitych tłach.
LG G Flex - ziarnistość ekranu
Co jednak ciekawe, w niektórych przypadkach wygląda to nawet nie najgorzej; początkowo myślałem, że to interfejs został celowo zaprojektowany w taki sposób. Dopiero po przerzuceniu zrzutów ekranów na inne urządzenie widać, że powinno to wyglądać inaczej.
Ekran ma też tendencję do wypalania się. Jeśli przez dłuższą chwilę wyświetlany jest statyczny obraz i nagle uruchomimy jakąś aplikację, jeszcze przez kilka sekund będziemy widzieć cień tego, co z wyświetlacza powinno już zniknąć. Jak widać na poniższej rycinie, bez najmniejszych problemów można nawet odczytać wypalony w taki sposób tekst.
LG G Flex - wypalanie się obrazu
Czy to oznacza, że ekran G Flexa jest całkowitą porażką? Absolutnie nie. Dzięki wykorzystaniu technologii POLED nasycenie kolorów stoi na wysokim poziomie, kąty widoczności są idealne, kontrast świetny, a czerń nie mogłaby być głębsza. Niczego nie można zarzucić także widoczności w pełnym słońcu.
Jednak już podczas poruszania się po interfejsie, przeglądania stron internetowych czy korzystania z wszelkiego rodzaju aplikacji widać, że ten wygięty panel daleki jest od doskonałości. Przełknąłbym coś takiego, gdyby chodziło o urządzenie za 1500 zł, ale od smartfona wartego dwa razy tyle oczekuję czegoś więcej.
Miron Nurski
Od 2024 roku pełni funkcję szefa działu Mobile w serwisie benchmark.pl. W latach 2012–2023 związany był z Komórkomanią, gdzie od 2015 roku sprawował rolę redaktora prowadzącego.
Swoją wiedzę i pasję do technologii rozwijał również prowadząc oficjalne blogi dla takich globalnych marek jak Nokia, Microsoft i LG. Studiował na kierunku reklama i promocja na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Poza technologią, jego zainteresowania obejmują kino, gry wideo, fizykę kwantową i astronomię.