BattleHand wpadł mi w oko i... po chwili z niego wyleciał [Android i iOS]
Marek Pruski
Udostępnij
Free-to-Play znowu odbiera mi wiarę w dobre, darmowe granie
Kto pamięta serię gier Fable na PC i konsole? Dla tych, którzy nie mieli okazji grać – to seria gier fabularnych, z dużą ilością magii i fabułą, przez którą każdy katecheta dodałby ją do spisu gier zakazanych. Jej twórcy ostatnio stworzyli równie magiczną produkcję, jednak w zupełnie innym wydaniu.
BattleHand to karciana gra RPG z elementami gry fabularnej. Gracz zbiera tu drużynę, która przy pomocy kart i magii ma zwalczyć wszystkich przeciwników. Każda z kart ma swój żywioł, podobnie jak każde stworzenie, któremu gracz stawia czoła. Woda gasi ogień, a ten z kolei spala rośliny, które walczą z magią itd.
Na grę składają się głównie kampania, wyzwania oraz walka na arenie. Nowych bohaterów werbować można w tawernie, a później ich szkolić, i wymieniać karty. Z biegiem rozgrywki do ekwipunku trafiają różne przedmioty, które mogą posłużyć do ulepszania kart. Walutą w grze jest złoto, ale czym byłoby free-to-play bez diamentów oraz odnawialnej energii (tu w postaci kluczy).
W talii jest 8 kart, z czego 4 są dostępne od razu. Jedne uderzają w przeciwnika, inne tworzą tarcze, jeszcze inne leczą. Każda z nich ma liczbę tur, po których zacznie działać. Jednym słowem trzeba tak dobierać karty żeby zadziałały w porę i z odpowiednią siłą. Karty mają też określony żywioł i ilość punktów życia, jakie odbierają przeciwnikowi.
Gry karciane z reguły do mnie nie przemawiają, ale ta stała się wyjątkiem. Zasady nie są skomplikowane, gra się naprawdę przyjemnie i rozgrywka wcale się nie dłuży. Jest ciekawie, trzeba myśleć strategicznie. Czasem o wygranej decyduje los, ale tak to już w grach karcianych bywa. Gdybym miał oceniać tylko rozgrywkę – solidne 5/7.
Niestety, pomimo wspaniale prezentującej się grafiki oraz animacji, które znacznie ożywiają rozgrywkę, wizualnie gra słabo się prezentuje. Wszystko przez ciągłe spadki FPS-ów. Gra przycina i to nieziemsko. Twórcom bardzo obce jest słowo optymalizacja, przynajmniej w przypadku Androida. Nie cieszy również model freemium, który po jakimś czasie zacznie o sobie przypominać.
I przypomni sobie na tyle, że pewnie z gry zrezygnujecie. Choć pierwsze 10 potyczek to bułka z masłem, to przy przechodzeniu kolejnych pomoże tylko magia. Wyważenie premiowania i interesującej rozrywki potrafi spędzić deweloperom sen z powiek. Podobnie jest ze znalezieniem równowagi między przyjemną darmową rozgrywką, a przychodami z gry.
Battle Hand jak na złość nie sprzyja graczom mobilnym. Nie dość, że do działania potrzeba stałego dostępu do Internetu, to w trakcie ładowania kolejnych potyczek, często widać pasek z napisem download. Gra pobiera zasoby w trakcie rozgrywki, a nie na samym początku jak to zwykle bywa. Jeśli skrzętnie liczycie megabajty transferu, to nie radzę grać poza siecią Wi-Fi.
Powoli zastanawiam się ile jeszcze gier zwyczajnie szlag trafi, tylko dlatego, że twórcy albo są pazerni, albo nie umieją dobrze zbalansować rozgrywki. BattleHand jest tylko jednym z morza przykładów, jakich dotknęło to zjawisko. Pozostaje mieć nadzieję że wielu ciekawych premier to nie dotknie. Ten rok bowiem, dla mobilnych graczy zapowiada się całkiem nieźle
W krótkich żołnierskich słowach – BattleHand to bardzo ciekawa i nieźle wyglądająca gra, która może dostarczyć niezłych pokładów rozrywki. Ten piękny obraz burzy jednak model freemium, przez który ciężko się przedrzeć, jeśli nie chcesz wydawać pieniędzy na granie.