Firmy zajmujące się produkcją gier pragną sukcesu fińskiego Rovio. Pojedynczy programista chciałby osiągnąć to, co udało się Andreasowi Illigerowi. Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku potrzeba odrobiny szczęścia. Czy twórca Tiny Wings po raz kolejny stanie się idolem dla tysięcy developerów?
To była historia niczym z bajki. Po siedmiu miesiącach pracy nad grą młody programista z Niemiec opublikował swój projekt w App Store. Po 48 godzinach jego aplikacja pojawiła się na pierwszym miejscu w Stanach Zjednoczonych. Miliony euro popłynęły do jednego człowieka, inspirując do pracy tysiące innych.
Tiny Wings nie zmiażdżył nikogo cudowną oprawą graficzną ani też unikatowym konceptem. Miał jednak w sobie coś, co przyciągało kolejnych graczy. Według oficjalnych statystyk grę pobrano już ponad 6 milionów razy, a liczby te cały czas rosną. A co na to sam Andreas?
To był dla mnie naprawdę trudny okres. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, co oznacza sukces, dopóki nie przydarzy się naprawdę. Nagle cały świat chciał wejść do mojego pokoju, każdy czegoś chciał: kupić mnie, dostać licencje, sprzedawać maskotki, zrobić film. Totalne szaleństwo. Jestem spokojnym facetem i lubię swoje ciche życie. Dla mnie nic się nie zmieniło. Nadal mieszkam w małym mieszkanku. Nie mam samochodu, bo nie mam prawa jazdy. Nie kupiłem sobie nic oprócz nowego komputera. Jestem tym samym gościem, którym byłem przed wydaniem Tiny Wings.
Zatem co dalej? W udzielonym niedawno wywiadzie Andreas przyznał, że ostatnie 10 miesięcy spędził nad nową grą, która również pojawi się tylko dla urządzeń z iOS na pokładzie. Trwają ostateczne prace i za około 3 tygodnie nowa gra zostanie zgłoszona do akceptacji przez Apple.
Niestety nie wiadomo nic na temat samego projektu. Być może będzie to kontynuacja Tiny Wings, a może zupełnie inna gra. Illiger odmawia komentarzy na ten temat. Mam jednak nieodparte wrażenie, że co by to nie było to i tak kolejne tysiące euro wpłyną na konto skromnego developera z Niemiec.
Źródło: TouchArcade