Dlaczego piractwo rośnie w siłę? Bo legalne usługi ssą!

Dlaczego piractwo rośnie w siłę? Bo legalne usługi ssą!
13.05.2015 11:54
Piractwo
Piractwo
Źródło zdjęć: © Shutterstock

Wybaczcie kolokwializm w tytule, ale trudno mi w tym momencie inaczej zwerbalizować myśli.

Wtorek. Godzina 23:00. Siedzę na kanapie z tabletem w ręku. Podczas leniwej wycieczki po menu w oczy rzuca mi się preinstalowana aplikacja Strefa VOD. Stwierdzam, że w sumie z chęcią obejrzałbym przed snem jakiś film, więc przeglądam zasoby, które - delikatnie mówiąc - nie powalają. W końcu w oko wpada mi jednak jakiś odmóżdżacz z Jennifer Lawrence. Zakładam konto, za 24,99 zł kupuję 550 punktów (opcja najkorzystniejsza cenowo), po czym 140 inwestuję we wspomniany film. Wtem...

412147830401270694

No nic - myślę. Tablet kupiłem bodaj w sierpniu ubiegłego roku, a aplikacji od tamtej pory nie aktualizowałem, więc stara wersja może być przyczyną problemów. Wchodzę do Google Play i bingo - jest dużo nowsza wersja. Przeprowadzam aktualizację, odpalam film i...

412147830401401766

Trudno. Na tablecie nie działa, więc "lekko" podirytowany decyduję się sięgnąć po smartfona. Wprawdzie nie po to kupiłem tablet z AMOLED-em, żeby filmy oglądać na 5,7-calowym ekranie, ale no nic, przemęczę się przez te 1,5 godziny skoro już zapłaciłem. Instaluję aplikację na telefonie, loguję się, odpalam film i...

412147830401532838

Ok, widocznie z Androidem jest jakiś problem. Odpalę więc film na komputerze i przerzucę obraz na telewizor przez Chromecasta. Siadam przy kompie, uruchamiam przeglądarkę, loguję się, wyszukuję film i okazuje się, że przeglądarkowa wersja serwisu wykorzystuje znienawidzoną chyba przez wszystkich technologię Silverlight, której Chrome już nie obsługuje.

412147830401663910
Źródło zdjęć: © strefavod.pl

Co prawda mógłbym spróbować odpalić film na Safari (choć - jak się później okazało - i tak nie działa), ale nie mam ochoty oglądać filmu na monitorze, przed którym spędziłem cały dzień. Sięgam zatem po ostatnią deskę ratunku - laptopa z Windowsem. Odpalam Internet Explorera, loguję się i [del]włączam[/del] próbuję włączyć film, który - a jakżeby inaczej - nie działa. Nie pozostaje mi nic innego, jak skrobnąć maila do pomocy technicznej i grzecznie poprosić o zwrot pieniędzy.

Choć chciałem być uczciwy, w tym momencie nie miałbym żadnych, ale to żadnych skrupułów przed wejściem na pierwszy lepszy piracki serwis i obejrzeniem w spokoju filmu, za który zapłaciłem. Z godziny 23 zrobiła się jednak północ, a ja po tej przygodzie straciłem nastrój na oglądanie filmu. Wściekły położyłem się więc do łóżka, odpaliłem audiobooka i zasnąłem nie mając pewności, czy uda mi się odzyskać moje 25 zł, które mógłbym zainwestować w bilet do kina i colę.

A można było iść do kina...
Źródło zdjęć: © Shutterstock
A można było iść do kina...

Z rana zostałem zapewniony, że "film został zweryfikowany i działa poprawnie", poproszony o przeprowadzenie testu technicznego i podesłanie szczegółowych informacji o sprzęcie, na którym podjąłem próby odtworzenia filmu oraz poinformowany, że na moje konto zwrócono 140 punków "na poczet sprawdzenia filmów". Szczęście w nieszczęściu jest takie, że po udowodnieniu, iż film w dalszym ciągu nie działa, poproszono mnie o podesłanie danych do przelewu, więc - jak mniemam - doczekam się zwrotu pieniędzy.

I jak tu się dziwić rosnącej skali piractwa?

Dawniej piraci przebijali dostawców oryginalnych treści tylko ceną. Kopię można było kupić na bazarze za 1/4 ceny (taki sam wysiłek jak kupienie filmu w sklepie), ale nigdy nie miało się pewności, co do jej jakości. Internet? Ok, dzięki niemu filmy można było pobierać za darmo, ale jeszcze kilkanaście lat temu przy użyciu przeciętnego łącza trwało to nawet kilka dni, a i łatwo było się nadziać na fake'a. Chodziło tylko o pieniądze, bo wciąż szybciej było wybrać się do sklepu.

Teraz piraci przebili legalnych dostawców jakością oferowanych przez siebie usług

Jest to sytuacja absurdalna. A-BSU-RDA-LNA. Abstrahuję już nawet tutaj od moich problemów ze wspomnianym serwisem, bo może niefortunnie trafiłem na jedyny film, który nie działa, akurat wystąpiły chwilowe (przynajmniej kilkunastogodzinne) problemy z serwerem albo to z moim komputerem, laptopem, smartfonem i tabletem jest coś nie tak. Fakt jest jednak taki, że pierwszy lepszy piracki serwis może się poszczycić zasobami nieporównywalnie większymi niż wszystkie serwisy VOD razem wzięte. Podczas gdy legalne serwisy wykorzystują przestarzałe i problematyczne technologie, piraci tworzą ładne, nowoczesne i przemyślane aplikacje na wszystkie popularne platformy i, co najważniejsze, potrafią stworzyć usługi, które - choć nielegalne - po prostu działają.

Nie jestem naiwny i zdaję sobie sprawę z tego, że olbrzymia część internautów szukałaby "alternatywnych źródeł" nawet wtedy, gdyby legalne usługi były dopracowane, a treści kosztowały grosze (widać to po skali piractwa nawet niedrogich androidowych gier). Istnieje jednak mnóstwo osób, które są skłonne płacić. Wirtualne sklepy z grami i aplikacjami mimo wszystko generują przecież gigantyczne zyski.

Za przykład niech posłuży także Spotify, w przypadku którego każdego miesiąca abonament opłaca 15 milionów użytkowników. Czy to dlatego, że stawiają na legalność? Być może po części tak, ale Spotify przede wszystkim zostawiło piratów w tyle oferując usługę o jakości i wygodzie użytkowania przebijającej wszystkie pirackie twory. Za coś takiego płaci się z uśmiechem na twarzy.

Spotify - ca coś takiego płaci się z przyjemnością
Spotify - ca coś takiego płaci się z przyjemnością

Po wczorajszej przygodzie czuję się jednak jak ostatni frajer, bo wiem, że podczas gdy ja wyrywałem sobie włosy z głowy próbując uruchomić legalnie zakupiony film, miliony osób na świecie korzystały ze świetnej jakości usług bez wydawania ani grosza. I jak tu się dziwić piratom.

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)