Google chce zrewolucjonizować rynek smartfonów wprowadzając zupełnie nową filozofię sprzedaży. Gdy nasz smartfon przestanie wystarczać, to zamiast wyrzucać go do kosza i kupować zupełnie nowy model, gigant proponuje wymienić najsłabsze ogniwo - jeden lub kilka modułów, takich jak procesor, aparat, czy nawet wyświetlacz.
Wbrew pozorom nie jest to aż tak korzystne jak mogłoby się wydawać. Ceny pojedynczego modułu zaczynają się w okolicach 50$ a kończą w okolicach 500$.
Przebitka na flagowych smartfonach w dzisiejszej formie jest 3-4 krotna. Gdyby wziąć pod uwagę ceny masowej produkcji odpowiednich podzespołów okazałoby się, że hurtowy koszt ekranu może wynieść nawet 100$, a koszt nawet najlepszego aparatu nie przekracza 4$. Z tego wynikałaby więc kosmiczna przebitka na podzespołach tańszych w produkcji.
Należy jednak pamiętać, że koszty opracowania każdego modułu, opatentowanie odpowiednich pomysłów i wszelkie licencje kosztują producenta krocie. Dlatego coś za coś - albo wejdziemy w system modułowy i czasami chcąc nie chcąc trochę przepłacimy za jakiś moduł, albo pozostaniemy przy starym systemie, a gdy jeden podzespół się zestarzeje wydamy kolejne tysiące na zupełnie nowe urządzenie.
Ale wracając do targów MWC - w Barcelonie producenci zaprezentują 50 różnych modułów. Toshiba ogłosiła współpracę z firmą produkującą czipy - Einfochips. Ma być ona największym dostawcą wymienialnych podzespołów. Toshiba zapowiedziała także że będą dostępne dwie wersje telefonu w ramach projektu Ara - Spiral One oraz Spiral Two. Szczegóły poznamy niedługo, bo już na początku marca.
Źródło: PhoneArena