Smartfon wciąż nie zastąpił mi dobrego, przenośnego odtwarzacza audio. Niewygodna, mobilna apka Spotify nie załatwia sprawy, a pojemności baterii, jakie przez lata oferowały telefony średniej klasy, sprawia, że nie mogę polegać na tym sprzęcie jako niezawodnym źródle muzyki.
Ale bardziej dziwię się, że producenci komórek tak bardzo nie chcą zawalczyć o nie tyle audiofili, co po prostu pasjonatów muzyki. Poza komunałami o "krystalicznie czystym dźwięku" czy "głębokim basie" (jakimi karmią nas twórcy sprzętów od co najmniej lat 90.), praktycznie nikt nie chce mnie zwabić lepszym przetwornikiem audio, układem z dobrej jakości DAP, czyli przenośnego "grajka". To już nawet producenci telewizorów poszli o krok do przodu, wsadzając coraz częściej w modele z mocno średniej półki głośniki i systemy firm kojarzonych z branżą audio.
Skoro tyle pary idzie w odbywającą się co pół roku batalię o coraz lepsze aparaty, niech w końcu zostanę przekonany, że mam porzucić swój odtwarzacz muzyki, a wbudowany głośnik nie będzie pierdział jak stare radio z domu wczasowego.