Jak donosi Business Korea, przez ostatnie 2 lata Samsung znajdował się poza pierwszą piątką najważniejszych graczy na japońskim rynku, a jego udział spadł w tym czasie z 17 do marnych 4%. Tym samym producent smartfonów z linii Galaxy znajduje się obecnie na szóstej pozycji.
Jednocześnie widać, że Japonia jest dla Samsunga ważna. Dość tutaj wspomnieć, że mieszkańcy tego kraju jako drudzy z kolei (zaraz po Koreańczykach) mogli zakupić Galaxy Note'a Edge. Plan był dobry, bo Japończycy, jak wiadomo, lubią dziwne telefony, ale w ciągu 4 miesięcy rozeszło się ponoć raptem kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy. To w kraju mającym blisko 130 milionów mieszkańców jest wynikiem niezbyt imponującym.
Ok - powiecie - Japonia to specyficzny kraj, a ludzie są tam przywiązani do lokalnych marek, więc nic dziwnego, że południowokoreański koncern sobie nie radzi. Jest w tym sporo prawdy, bo faktycznie drugie i trzecie miejsce na podium zajmują kolejno firmy Sharp i Sony, przy czym smartfony tego pierwszego to dla nas totalna egzotyka. Niemniej liderem tamtejszego rynku jest niemający zbyt wiele wspólnego z Japonią... Apple. iPhone'y zgarnęły bowiem 30% wiśniowego tortu.
Warto również wspomnieć, że niepowodzenia Samsunga w Kraju Wschodzącego Słońca nie dotyczą wyłącznie branży mobilnej. Już w 2007 roku Japonię opuściły koreańskie telewizory, bo - choć globalnym liderem Samsung został już w 2006 roku - rok później miał w Japonii raptem 0,1% udziałów. Niewykluczone, że ostatecznie taki sam los spotka smartfony. Pracownicy firmy twierdzą ponoć, że kontynuowania tamtejszej działalności przynosi wyłącznie straty, a jak mówi stare japońskie przysłowie: "trzymaj się z daleka od wszystkiego, co może ci zaszkodzić".
Źródło: Business Korea