Wszystkie zaprezentowane dotychczas składane telefony mają jeden wspólny mianownik: Androida. Według licznych przecieków Apple pracuje nad własnym składakiem, ale - co dla niego typowe - niespecjalnie się z tym spieszy. Analitycy UBS twierdzą, że pojawi się on najwcześniej w przyszłym roku, a najpewniej dopiero w 2021.
Jestem jednak przekonany, że jest na co czekać.
Każdy składak będzie tak dobry jak jego system operacyjny
O ile na smartfonach nie mam do Androida żadnych większych zastrzeżeń, o tyle w przypadku tabletów system Google'a moim zdaniem balansuje na granicy używalności i przydatności.
Najwidoczniej zresztą podobnie myśli sam Google. W ubiegłym roku we własnej serii tabletów Pixel raczej nie bez przyczyny zastąpił Androida platformą Chrome OS. A ostatnio ogłosił, że z tabletami żegna się całkowicie.
Apple to co innego. Podczas gdy cały rynek tabletów się kurczy, iPad rośnie w siłę. I wcale mnie to nie dziwi, bo Apple'owi udało się zrobić urządzenie, które szczelnie wypełnia lukę między smartfonem a komputerem.
A najnowszy iPadOS to strzał w 10. Platforma, która sprawdza się nie tylko podczas chłonięcia treści, ale i pracy. Duże możliwości, wygodna obsługa i zaawansowane aplikacje, które w pełni wykorzystują potencjał dużego ekranu, a to wszystko przy niewielkim zużyciu energii. Obserwując rozwój tej platformy, poważnie zastanawiam się, czy za 2-3 lata klasyczny komputer będzie mi jeszcze do czegokolwiek potrzebny.
Ze składakami z Androidem będzie natomiast prawdopodobnie ten sam problem co z tabletami z Androidem. Nie sądzę, by potencjał większego wyświetlacza był wykorzystany w 100 proc. Na dużym ekranie zmieści się więcej tekstu, filmy będzie się oglądać bardziej komfortowo, ale raczej nikt nie będzie tworzył z myślą o nich bardziej rozbudowanych aplikacji.
iPhone i iPad w jednym to byłoby coś
Jeśli Apple zrobi urządzenie, które po złożeniu jest iPhone'em, a po rozłożeniu iPadem, konkurencja będzie miała się czego bać. Pełny Photoshop (i masa innych rozbudowanych programów) w kieszeni. Coś pięknego.
W moim przypadku oznaczałoby to możliwość zabierania ze sobą laptopa znacznie, znacznie rzadziej. Mógłbym się więc na dobre rozstać nie tylko z portfelem, ale i plecakiem.
Jako że mówimy jednak o Apple'u, w kontekście składanego iPhone'a niepokoi jedna rzecz. Strach myśleć o tym, ile mógłby kosztować...