W ubiegłym miesiącu Android Lollipop mógł się poszczycić zagarnięciem dla siebie 5,4% udziałów na androidowym torcie. Teraz jest już dużo lepiej, choć w tym wypadku "dużo lepiej" nie oznacza bynajmniej "dobrze".
Z danych zebranych od 28 kwietnia do 4 maja wynika, że Lollipop kontroluje obecnie 9,7% androidowych urządzeń, co jest wynikiem zauważalnie lepszym od tego, który udało się uzyskać miesiąc wcześniej. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że lizakowa statua stanęła przed siedzibą Google'a ponad 7 miesięcy temu, w dalszym ciągu nie bardzo jest się czym chwalić. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że ze wspomnianych 9,7% najnowsza wersja systemu oznaczona numerkiem 5.1 zgarnęła raptem 0,7 punktu procentowego. Pozostałe 9 dotyczy nie najświeższego już wydania 5.0.
Powodów rosnącej popularności Lollipopa jest kilka. Przede wszystkim przez ostatnich kilka miesięcy na rynku pojawiło się kilka nowych flagowców na czele z Galaxy S6. Android 5.0 przestał być ponadto kartą przetargową w przypadku smartfonów z najwyższej półki, bo coraz częściej spotkać go można także w tańszych słuchawkach. Na to wszystko dochodzi rosnąca z każdym dniem liczba modeli, które załapały się na aktualizację.
Warto również dodać, że z najnowszego wydania korzysta obecnie ponad 8 razy mniej osób niż z Androida 2.3 Gingerbread (5,7%), czyli systemu z 2010 roku(!).
Najpopularniejszą wersją Androida jest obecnie KitKat (39,8%), ale obejmujący 3 wydania Jelly Bean wypada niewiele gorzej (39,2%).
Co to wszystko dla nas oznacza?
Chociażby to, że deweloper zerkający na te statystyki wie, że tworząc działającą na Jelly Beanie grę wyceluje w 4 razy więcej potencjalnych odbiorców niż projektując apkę w lansowanym przez Google'a stylu Material Design. Najbardziej cierpią na tym użytkownicy najnowszych wydań systemu, bo tworzenie aplikacji wykorzystujących ich możliwości jest nieopłacalne. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że tego typu osób nie ma zbyt wiele...