Zaczęło się od wycieku całego zestawu fotek promocyjnych następcy One'a, później mogliśmy zobaczyć słuchawkę na 12-minutowym wideoprzeglądzie, do sprzedaży trafiły już chińskie podróbki, a my wciąż nie wiemy, jak telefon będzie się nazywał. Do premiery zostało jeszcze sporo czasu (25 marca), więc nie zdziwię się, jeśli do tego czasu smartfon zdąży trafić do ofert operatorów, a na Twitterze ktoś opublikuje kwartalne wyniki sprzedaży.
Microsoft odnotował ostatnio kolejny spektakularny sukces - aż 2% tabletów sprzedanych w ubiegłym roku pracowało pod kontrolą Windowsa 8. Oczywiście liczba ta sama w sobie nie robi na nikim żadnego wrażenia, ale przedstawiciele firmy już niejednokrotnie udowodnili, że potrafią być bardzo kreatywni w chwaleniu się niezbyt spektakularnymi osiągnięciami. Wystarczy przecież, że koncern - starym zwyczajem - z dumą ogłosi, że jako jedyny gracz na rynku odnotował 100-procentowy wzrost sprzedaży rok do roku.
Jeśli jesteście mobilnymi masochistami, rozglądając się za nowym smartfonem z pewnością zastanawiacie się, czy więcej cierpienia da Wam korzystanie z niestabilnego i zamulającego Androida czy z oferującego ograniczony dostęp do aplikacji i funkcjonalność na poziomie systemu z 2008 roku Windows Phone'a. Oczywiście zawsze można sięgnąć po coś z BlackBerry 10, ale do tej pory niewielu było śmiałków gotowych na aż taką gehennę. Na szczęście na horyzoncie pojawiło się prostsze rozwiązanie: pierwszy na świecie telefon z Androidem i Windows Phone'em. Teraz wystarczy już tylko zawyżyć jego cenę jak w przypadku iPhone'a i masochiści będą wniebowzięci.