Eksperymenty Nokii ze światłem słonecznym się nie powiodły, ale nie oznacza to, że swoich sił nie próbują inni. Arman Ahnood pracuje nad panelami gromadzącymi światło, wbudowanymi w... ekran smartfona!
A dokładnie tylną część ekranu. Dlaczego właśnie tam? Według badań przeprowadzonych przez naukowca Londyńskiego Centrum Nanotechnologii tylko 36% światła produkowanego przez wyświetlacz przekłada się na obraz widoczny na ekranie. Reszta jest marnotrawiona - ulega rozproszeniu albo trafia poza matrycę.
Dlatego Ahnood chce umieścić w tych wszystkich miejscach komórki gromadzące światło, a skumulowaną energię wykorzystać do zasilania baterii smartfona. Matryce zbierałyby także padające na telefon światło naturalne (słońce) lub sztuczne (żarówki).
Ahnood planuje użyć cienkich paneli, które z powodzeniem można połączyć z dostępnymi obecnie wyświetlaczami LCD czy OLED. Takie połączenie byłoby możliwe już na etapie ich produkcji. Na razie udało się stworzyć prototyp współpracujący z wyświetlaczami AMOLED, którego średnia efektywność wynosi 11%. Pozornie to niewiele, zwłaszcza że komercyjne urządzenia tego typu potrafią odzyskać nawet 30%. Trzeba jednak pamiętać, że chodzi o darmową energię, zatem każdy zysk ma znaczenie.
Dzięki nowemu wynalazkowi smartfona z ekranem 3,7 cala zasili dodatkowa energia o wartości... 5 miliwatów. To słaby wynik. Ahnood zastosował zupełnie inną metodę niż Nokia, ale efekt końcowy jest tak samo marny.
Naukowiec zamierza udoskonalić swoje dzieło tak, aby możliwe było odzyskanie nawet do 90% energii. Biorąc pod uwagę ciągle rosnące zapotrzebowanie smartfonów na prąd, wciąż może to być za mało, szczególnie w przypadku urządzeń czterordzeniowych.
Źródło: Extreme Tech • Phandroid • Engadget