Życie z głową w chmurach, czyli przyszłość cloud computingu

Życie z głową w chmurach, czyli przyszłość cloud computingu
Bartek Kossakowski

07.02.2013 15:00, aktual.: 07.02.2013 16:00

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Gdy sprzęty o mocy superkomputerów NASA będą dla nas przeliczać, na co tylko mamy ochotę, a nasze dane będą dla nich dostępne w absolutnie każdym momencie, rzeczywistość zmieni się nie do poznania.

Tak zwane chmury zapewniają nam dziś łatwy dostęp do naszych danych, programów i treści. Jutro zrewolucjonizują niemal każdy aspekt naszego codziennego życia i zaczną na stałe funkcjonować w takich dziedzinach jak turystyka, motoryzacja czy medycyna.

Śmierć twardych dysków

Ujmując sprawę możliwie najprościej, bez wchodzenia w skomplikowane techniczne detale: w ramach usług opartych na działaniu chmury dostajemy dostęp do oprogramowania. Nie nabywamy jednak na nie licencji, nie wspominając już o fizycznym nośniku (na przykład płycie DVD, na której w czasach prehistorycznych  kupowano część programów). Nie trzeba nawet nic instalować – program uruchamiany jest na oddalonym od naszego komputera serwerze, a my w przeglądarce dokonujemy poszczególnych operacji.

Ale można podejść do tego zagadnienia szerzej. Patrząc na sprawę z odpowiedniej perspektywy, użytkownikiem chmury był właściwie każdy, kto korzystał ze skrzynki e-mail. Można przejrzeć jej zawartość z każdego miejsca, każdego komputera na świecie. Dane znajdują się na serwerze, a nie na naszym twardym dysku.

Obraz

Przechowywanie danych (a co za tym oczywiście idzie, także udostępnianie) to jedna, najczęściej wykorzystywana strona chmury. Dzięki niej jadąc na wakacje mamy dostęp do naszych zdjęć, filmów, muzyki czy e-booków, bez potrzeby zabierania ze sobą nośników, które niebawem znajdziemy już tylko w muzeum. Nie trzeba pamiętać nawet o pendrive’ach.

Tak już dziś działa choćby dostępna w telefonach Nokia Lumia usługa SkyDrive. To chmurowy magazyn, w którym można przechowywać wszystkie dokumenty i zdjęcia. Mamy do nich dostęp i możemy je udostępniać, a w razie potrzeby przywrócić. Da się także ustawić automatyczne tworzenie kopii zapasowej, aby po zrobieniu zdjęcia lub nagraniu filmu elementy te były kopiowane do albumu w chmurze. Proste, bardzo praktyczne rozwiązanie.

Komputer jak terminal

Dziś bez problemu w ramach usług Google możemy edytować dokumenty tekstowe czy arkusze kalkulacyjne – nie potrzebujemy do tego pakietu Microsoft Office czy darmowego Open Office’a. Jednocześnie w ramach usługi Google Drive dostajemy miejsce na serwerze – dzięki temu mamy dostęp do dokumentów z dowolnego komputera lub smartfona na świecie, bez potrzeby noszenia pendrive’ów. A plikami możemy dzielić się ze znajomymi i współpracownikami.

Obraz

Podobne rozwiązania znajdziemy już do innych, bardzo profesjonalnych zastosowań. Na przykład Adobe rozwija swoje Creative Cloud, czyli poważne narzędzie do obróbki grafiki i wideo. Pozwala ono między innymi na edycję zdjęć w Photoshopie czy Illustratorze i natychmiastowe dzielenie się nimi ze współpracownikami. Można też pracować w różnych miejscach, na różnych komputerach (zarówno z Windowsem, jak i OS X), są także aplikacje na tablety. Do tego w pakiecie dostajemy miejsce w chmurze (na start 20 GB).

Superkomputer dostępny od zaraz

Najbardziej intrygujące projekty ostatnich miesięcy to usługi związane z graniem w chmurze. Gdy w 2009 roku na wystawie E3 pokazywano światu OnLive, dzięki któremu nie potrzeba ani mocnego peceta, ani konsoli, by grać w najnowsze, świetnie wyglądające tytuły, wiele osób nie mogło w to uwierzyć. Wszystkie operacje miały brać na siebie komputery OnLive, a do użytkownika streamowany powinien być jedynie obraz. Twórcy zalecali łącza 5Mbit/s. Konkurencyjną usługą był Gaikai, wykupiony niedawno przez Sony.

Obraz

I choć firma odpowiedzialna za OnLive miała duże problemy finansowe, a w niektórych częściach świata zdarzały się lagi, w ciągu kilku lat, gdy ultraszybki Internet stanie się dostępny jak dziś prąd czy powietrze, będziemy mówić o tej sytuacji tak jak dziś wspominamy długie ładowanie obrazków na stronach WWW w czasach połączeń z Telekomunikacją Polską przez modem i numer 020 21 22. Już dziś blisko 20 milionów Polaków jest w zasięgu LTE, a będzie tylko lepiej.

Chmury nad biznesem

Zachmurzone usługi z powodzeniem działają też w biznesie. Jednym z pionierów był Amazon, który zdecydował się na takie rozwiązania... z oszczędności. W 2006 roku firma uruchomiła usługę Amazon Web Service, zmodernizowała swoje centra danych i ostatecznie w dużym stopniu poprawiła jakość usług.

W 2020 roku w samych tylko Stanach chmurowe rozwiązania pozwolą na oszczędności rzędu 12 miliardów dolarów wyłącznie na energii elektrycznej – wynika z raportu „Cloud Computing” opublikowanego w zeszłym roku przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

Z drugiej strony zaistnieją oszczędności po stronie firm, które nie kupują drogiego softu, a dostęp do usługi. Płacimy więc na przykład za wystawienie 50 e-faktur w miesiącu zamiast płacić za licencję na oprogramowanie, z którego niekoniecznie korzystamy w dużym wymiarze.

Oszczędność będzie też widoczna dla wszystkich na sprzęcie – na dobrą sprawę już wkrótce będziemy potrzebować jedynie wyświetlacza i prostego interfejsu. Każdy będzie miał dostęp do mocy superkomputerów NASA.

Wszystko i wszędzie

Wkrótce chmura da nam zupełnie nowe możliwości. Po wejściu do sklepu aplikacja pobierze z chmury informacje o naszych preferencjach (a jeśli wyrazimy zgodę – na przykład ostatnich zakupach, kliknięciach „lubię to” z Facebooka, wpisach z Twittera) i zaproponuje najciekawsze przeceny czy nowe sklepy (a nawet wyświetli trasę w rozszerzonej rzeczywistości).

Obraz

A skoro już zna nasze preferencje, czemu algorytm nie może nauczyć się naszego gustu w takim stopniu, by po wskazaniu smartfonem na butelkę piwa aplikacja nie mogła podpowiedzieć: „kup to 50 groszy droższe, dwie półki wyżej, będzie ci bardziej smakować, bo przecież lubisz ciemne”.

Przy tym wszystkim oprogramowanie przestanie być całkowicie zależne od sprzętu, ten stanie się zupełnie niepotrzebny, a nawet niezauważalny. Niezbędny będzie przecież jedynie jakiś rodzaj wyświetlacza - na przykład bardzo, bardzo płaski smartfon z możliwością powiększania ekranu i wyświetlania hologramów.

Drażliwa kwestia prywatności

Oczywiście wiele osób nie ma ochoty przechowywać swoich prywatnych informacji już dziś – z jednej strony ze względu na obawę przed inwigilacją, z drugiej na możliwość wykradzenia (czy wręcz kradzieży tożsamości). Szyfrowanie danych będzie tu kluczowe.

Oczywiście kolekcjonerzy będą zaprzeczać, ale i tak powoli dążymy do sytuacji, w której jakiekolwiek nośniki danych definitywnie znikną z naszego życia.

Źródło artykułu:WP Komórkomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)