Klatka z filmu "Fight Club"

Klatka z filmu "Fight Club"

Jak to jest z tym kopiowaniem rozwiązań przez producentów? Nie zawsze wygląda to tak jak się wydaje

"Nie majo już własnych pomysłów", "kończo się", "kradno" - tego typu opinie pojawiają się praktycznie za każdym razem, gdy jedna firma zaimplementuje w swoim telefonie rozwiązanie, które wcześniej pojawiło się w produkcie innego producenta. Za wzajemnym kopiowaniem swoich pomysłów stoją często bardziej skomplikowane przyczyny niż brak pomysłów.

Nie twierdzę oczywiście, że podkradanie rozwiązań konkurencji z premedytacją w ogóle nie ma miejsca. Rywal kusi konkurentów fajną funkcją, więc dobrze jest wprowadzić to samo, żeby zatrzymać ewentualny odpływ klientów — taki scenariusz jest zapewne najczęstszy.

Bywa jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż można by przypuszczać.

Po pierwsze — dostawcy

W zasadzie nie istnieje telefon, który byłby od początku do końca stworzony przez jedną firmę. Każdy producent w mniejszym lub większym stopniu uzależniony jest od partnerów, którzy dostarczają podzespoły lub technologiczne rozwiązania. To często oni narzucają tempo rozwoju technologii.

Niech za przykład posłuży tu czytnik linii papilarnych zintegrowany z wyświetlaczem. Pierwszy telefon z takim ekranem to vivo X20 Plus UD, ale to nie vivo stworzyło taki czytnik. Stoi za nim Synaptics - przedsiębiorstwo, które produkuje panele dotykowe oraz skanery biometryczne dla milionów urządzeń różnych producentów.

Synaptics opracował skaner Clear ID FS9500, który da się zintegrować z ekranem

Synaptics ma wielu partnerów, więc takie skanery mogłyby się pojawić w większej liczbie smartfonów i prędzej czy później pewnie się pojawią. Nie oznacza to jednak, że za każdym kolejnym telefonem z ekranem skanującym odciski palców będzie stała motywacja: "skopiujmy vivo". Podobnie wygląda to w przypadku wielu innych rozwiązań i warto o tym pamiętać.

Po drugie — promocja rozwiązań

OnePlus 5 ma podwójny aparat z teleobiektywem, czyli rozwiązanie podobne do tego, które kilka miesięcy wcześniej pojawiło się w iPhonie 7 Plus.

Pete Lau — szef OnePlusa - twierdzi, że jego firma myślała nad implementacją takiego rozwiązania już wcześniej, ale budżet marketingowy nie pozwoliłby na przekonanie konsumentów o zaletach tego rozwiązania. Firmę ucieszyło ponoć, że ciężar promocji podwójnego aparatu wziął na siebie Apple.

Zobacz również: Nokia: moja miłość

Czy Lau mówi prawdę? Nie wiadomo. Jestem jednak skłonny uwierzyć, że często właśnie tak to wygląda — mniejsze marki mają już gotowe rozwiązanie, ale czekają, aż jakiś większy gracz weźmie się za jego promocję.

Zresztą mniej więcej tak to wyglądało w przypadku rozpoznawania twarzy: po premierze iPhone'a X o tym rozwiązaniu przypomniały sobie nawet firmy, które korzystały z niego 6 lat wcześniej. Ciężko w takiej sytuacji mówić o kopiowaniu pomysłu od Apple'a.

Po trzecie — licencje

HTC U11 ma ramkę Edge Sense, która wykrywa nacisk i pozwala wykonywać niektóre czynności po ściśnięciu obudowy. Kilka miesięcy później bliźniacze rozwiązanie pojawiło się w Pixel 2. Czy to oznacza, że Google bezwstydnie ukradł pomysł konkurenta? Bynajmniej.

Produkcją jednego z Pixeli zajęło się HTC. W dodatku Google wyłożył ponad miliard dolarów na dostęp do patentów i część pracowników firmy. Całe "kopiowanie" odbyło się więc po bożemu, bez szkody dla HTC.

W wielu sytuacjach — które często nie są nawet oficjalnie komunikowane — wygląda to bardzo podobnie. Poza tym pomysł niekoniecznie musi przepływać od jednego producenta do drugiego. Równie dobrze dwie firmy mogą licencjonować jakieś rozwiązanie od kogoś, kto w ogóle nie zajmuje się produkcją smartfonów.

Czy na pewno wiesz, kto kogo kopiuje?

"Wszystko jest kopią kopii kopii" - mawiał główny bohater "Fight Clubu". Lawrence Lessig przekonuje natomiast, że żyjemy w kulturze remiksu, gdzie jedno dzieło jest często połączeniem już istniejących dzieł. Ze smartfonami nie jest inaczej.

Problem w tym, że w tej kulturze remiksu coraz trudniej jest dotrzeć po nitce do kłębka i odnaleźć pierwowzór. Co więcej - kopią nie zawsze jest to, co wydaje się być kopią.

Wystarczy, że jeden smartfon pojawi się miesiąc po drugim, a internauci wydają wyrok - "kopia". Tymczasem proces powstawania jednego telefonu to przynajmniej kilkanaście miesięcy. Przynajmniej, bo na temat możliwości wprowadzenia bardziej przełomowych rozwiązań rozmowy (m.in. z dostawcami) prowadzone są nawet z wieloletnim wyprzedzeniem.

Patrząc na kilka różnych telefonów wypuszczonych nawet w ciągu roku nie da się ze 100-procentową pewnością stwierdzić, kto komu podwędził pomysł. Naiwny jest bowiem ten, kto myśli, że producenci nie uprawiają szpiegostwa przemysłowego i nie znają swoich planów z wyprzedzeniem. Nieraz dochodzi do sytuacji, że firma A wprowadza jakieś rozwiązanie, bo wie, że firma B też je szykuje.

Przed zarzuceniem komuś kopiowania konkurencyjnych rozwiązań warto mieć na uwadze, że rzeczywistość może być bardziej zagmatwana, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Artykuły:

Czy tak będzie wygladał Galaxy S IV!? Green PHOLED i Floating Touch na pokładzie? 5 niszowych rozwiązań ze smartfonów, które zasługują na większą popularyzację iPad i Galaxy Tab w Play? Czy warto? Parametry techniczne, które nie mają sensu, a i tak się przyjęły Czuję się, jakby Apple sprezentował mi nowy telefon. iOS 11 to krok w dobrą stronę Myślisz, że technologia zmieniła świat na gorsze, a kiedyś było lepiej? Nie, nie było Porównanie obsługi poczty email w Windowsie Mobile, Androidzie, iPhone OS i WebOS [wideo] Podsumowanie ankiety "Czy zabierzesz ze sobą komórkę na urlop?" Ubuntu dla Androida - rewolucyjne czy nie? [wideo] KGI Securities: "Google optymalizuje Androida 5.0 pod kątem notebooków". Czy koncernowi uda się w ten sposób podbić rynek PC? Gry na święta Nielimitowane przeglądanie stron WWW w Play - brzmi nieźle, ale przełomu nie ma

Popularne w tym tygodniu:

Nasz czytelnik chciał zabezpieczyć w serwisie ekran Galaxy Note'a 10. Efekt? Spalony rysik Mateusz Morawiecki i jego potłuczony smartfon. Wiemy, jaki to model. I czemu powinien go zmienić Xiaomi Mi Note 10 wcale nie jest za drogi