LG G7 ThinQ - pierwsze wrażenia i zdjęcia z aparatu

LG G7 ThinQ doczekał się w końcu premiery na polskim rynku, a ja miałem w końcu okazję się z nim bliżej zapoznać.

Użyteczność kosztem wyglądu

Dotychczas uważałem, że LG V30 to najładniejszy smartfon w historii tegoż producenta. W końcu miałem jednak okazję zobaczyć LG G7 ThinQ na żywo i obecnie uważam, że LG V30 to najładniejszy smartfon tegoż producenta.

Nie twierdzę, że najnowszy flagowiec jest brzydki, ale brak symetrii to już nie to. Przede wszystkim razi podobieństwo do iPhone'a X, Huaweia P20, Honora 10, ZenFone'a 5 czy OnePlusa 6.

Doceniam jednak praktyczne walory wcięcia w ekranie. Dzięki niemu zegar, wskaźniki zasięgu czy ikonki powiadomień znajdują się przy głośniku, więc pod nim zostaje więcej miejsca dla treści. Poza tym wcięcie można zamaskować czarnymi paskami korzystając z odpowiedniej opcji w ustawieniach.

W dłoni G7 leży dobrze

Choć nie jest tak smukły jak V30, dzięki opływowym kształtom dobrze wpasowuje się w dłoń. Wygodnie używa się go nawet jedną ręką.

Jeśli jednak chodzi o wrażenia dotykowe, najbardziej urzeka mnie świetny silniczek wibracyjny, choć to także znamy już z V30. Zamiast tandetnych, bzyczących wibracji, generuje on silne, ale przyjemne kopnięcia.

Wiele osób (i producentów) nie przywiązuje do tego wagi, ale gdy raz poczuje się wibracje lepszego sortu, po wzięciu do ręki innego telefonu czuć, że coś jest nie tak.

Zobacz również: LG G Flex 2

Ekran LG G7 jest naprawdę jasny

LG V30 ma wyświetlacz OLED, który jest jednak przeciętnej jakości. LG G7 ThinQ to dość kontrowersyjny powrót do — w teorii — gorszej technologii IPS. Odnoszę jednak wrażenie, że była to dobra decyzja.

O ile OLED-owi z V-trzydziestki sporo można było zarzucić, o tyle do panelu o wdzięcznej nazwie FullVision Super Bright Display ciężko się przyczepić. Kolory są żywe, biel jak z reklamy pasty do zębów, a kąty widzenia w porządku.

LG chwali się przede wszystkim jasnością na poziomie 1000 nitów; tryb maksymalnej jasności można aktywować klikając odpowiedni przycisk w panelu powiadomień.

Pogoda podczas polskiej premiery dopisała, więc mogę potwierdzić, że G7 zapewnia znakomitą czytelność nawet przy wysokim nasłonecznieniu.

Nie wiem, czy jest to coś, co może sprzedać telefon, ale osoby spędzające sporo czasu poza domem na pewno panel G-siódemki docenią.

LG w końcu nie musi się wstydzić głośnika

Głośniki multimedialne to pięta achillesowa LG G6 i LG V30. Zwłaszcza, że pozycjonowane są one (a w szczególności ten drugi) jako smartfony wręcz audiofilskie. Może i na słuchawkach grają dobrze, ale głośnik to skaza na ich muzycznej duszy.

Z LG G7 jest inaczej. Producent przygotował rozwiązanie o nazwie Boombox; niezłej jakości głośnik wspierany jest przez wnętrze obudowy, które zostało tak zaprojektowane, by pełniło funkcję pudła rezonansowego wzmacniającego dźwięk.

Odpaliłem na szybko kilka kawałków i przyznaję, że G7 gra naprawdę konkretnie. Dźwięk jest głośny, klarowny i głęboki.

Co ciekawe, gdy ustawiony jest wysoki poziom głośności, cała obudowa drży niczym membrana subwoofera. Początkowo obwiałem się tego efektu, ale jest on przyjemny i dziwnie satysfakcjonujący. Moc dźwięku jest dosłownie namacalna.

Szkoda tylko, że to w dalszym ciągu jedynie pojedynczy głośnik na dolnej krawędzi, który łatwo zasłonić dłonią, gdy trzyma się telefon poziomo.

LG G7 ThinQ — kilka zdjęć aparatu

Z LG G7 ThinQ spędziłem jakieś 3 godziny podczas premiery, która odbyła się przed południem w słoneczny dzień. Aparat smartfonu nie miał więc okazji, by się wykazać, ale strzeliłem na szybko kilka zdjęć aparatem głównym oraz dodatkowym z szerokokątnym obiektywem.

Aparat wspierany jest przez sztuczną inteligencję; gdy wykryje jakiś obiekt, dopasowuje parametry, aby przykładowo podsycić kolory kwiatów. Efekty są widoczne, ale ingerencja algorytmów nie jest aż tak agresywna jak w przypadku Huaweia P20 Pro.

Cieszy mnie, że LG nie popłynęło z prądem i trzyma się swojej szerokokątnej optyki, a nie coraz popularniejszych teleobiektywów. Wciąż uważam, że możliwość "oddalenia się" od fotografowanego obiektu jednym kliknięciem to killer-feature.

W oprogramowaniu wreszcie pojawiła się funkcja rozmywania tła

Choć LG stosuje w swoich flagowcach podwójne aparaty od 2016 roku, dość długo kazało czekać na tryb portretowy, który u konkurencji jest już standardem. Na szczęście warto było czekać, bo rezultaty są naprawdę dobre.

Oprogramowanie zazwyczaj precyzyjnie wykrywa krawędzie obiektów, a samo rozmycie jest naturalnie stopniowane i przyjemne dla oka. Można je zresztą regulować już po zrobieniu zdjęcia.

LG G7 ThinQ w Polsce pokaże pazur za kilka tygodni/miesięcy

Smartfon jest mocno zintegrowany z Google Assistantem, który polszczyznę ma opanować w bliżej nieokreślonym terminie przed końcem roku. Na obudowie znalazł się nawet przycisk, który odpowiada za jego błyskawiczne uruchamianie (na razie aktywuje wyszukiwarkę Google).

Gdy Asystent nauczy się już polskiego, G7 może być dobrym kompanem do rozmów. Producent zatroszczył się o kilka autorskich komend, które odpowiadają za aktywację systemowych funkcji, oraz o mikrofon, który ma wyłapywać polecenia użytkownika nawet z większej odległości.

Szkoda tylko tych 4 GB RAM-u

LG G7 ThinQ kosztuje na start 3499 zł. W połączeniu z gratisowym telewizorem 4K w przedsprzedaży to dobra oferta, ale — patrząc na sam telefon — to wysoka cena jak na urządzenie, które ma tylko 4 GB pamięci operacyjnej.

Doświadczenie uczy, że przy intensywnym przełączeniu się między wieloma aplikacjami jednocześnie, nie będzie to wystarczająca ilość. Szkoda, że firma nie ściągnęła do Polski wariantu z 6 GB.

Niemniej doświadczenie uczy też, że G7 zbyt długo tej ceny nie utrzyma. Pewnie za kilka dni będzie ona wyglądała jak sekundnik. Zresztą ostatni raz sprawdzałem cenę 15 minut temu, więc nie gwarantuję, że już nie spadła.

Nie licząc niewielkiej ilości RAM-u, zapowiada się solidny smartfon bez poważniejszych wad czy braków. Więcej będę mógł jednak napisać, gdy G7 ThinQ trafi do mnie na testy.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy:

Samsung Galaxy A8 - test, recenzja i opinia Honor 10: wrażenia po kilku dniach i zdjęcia z aparatu Huawei P20 Pro - pierwsze wrażenia. To, co wyprawia jego aparat, jest nieprawdopodobne Samsung Galaxy S9+ - ciężko o lepszy wybór (gdy nie dbasz o cenę) [TEST] LG V30 to fotograficzny kombajn, w którym można się zakochać [TEST] 1More Triple Driver i 1More Quad Driver - TEST Nokia 8 Sirocco - piękność, której prawdopodobnie nie będziesz chciał kupić [pierwsze wrażenia] ZenFone 5 - pierwsze wrażenia. Ależ mnie ASUS zaskoczył Sony Xperia XZ2 i XZ2 Compact - pierwsze wrażenia. Żarty się skończyły Czuć, że Galaxy S9+ to bardzo dojrzały produkt [pierwsze wrażenia] Honor 9 Lite - pierwsze wrażenia. Kosztuje mniej niż 1000 zł, a pod wieloma względami ociera się o górną półkę Czy 500 zł wystarczy na telefon "premium"? Minitest MyPhone'a City XL Meze 12 Classics nie tylko wyglądają świetnie, ale i bardzo dobrze grają [TEST] iPhone X to najlepszy iPhone, ale niekoniecznie najlepszy smartfon [TEST] Archos Diamond Omega - test potężnego flagowca w rozsądnej cenie OnePlus 5T jest wart każdej złotówki. O ile twoim priorytetem nie jest aparat [TEST] Xtorm Power Bank Wireless 8000, czyli powerbank z opcją ładowania bezprzewodowego [MINITEST] Samsung T5 to prawdopodobnie najlepszy dysk SSD do smartfonów [MINITEST] Beyerdynamic Byron to jedne z najlepszych słuchawek za mniej niż 200 zł [TEST] Huawei Mate 10 Pro - gdy serce przegrywa z głosem rozsądku [TEST] RHA MA750i i T20i - nie są tanie, ale można się w nich zakochać [TEST] Mee Audio Pinnacle P1 i P2 to audiofilskie granie także ze smartfonów? [TEST] iFrogz Aurora - test niedrogich słuchawek w wersji bezprzewodowej i przewodowej ASUS ZenFone 4 - test i recenzja