Samsung wysłał mi sejf, czyli jak wyglądają premiery smartfonów w czasach zarazy

Tak zmieniła się branża przez ostatni rok.

Stali czytelnicy Komórkomanii odnotowali już zapewne, że w przypadku dużych premier smartfonów poświęcone im materiały publikujemy często już podczas medialnej prezentacji lub chwilę po niej. Bierze się to z tego, że powszechną praktyką w branży jest organizacja tzw. pre-briefingów, czyli zamkniętych pokazów dla prasy.

Pre-briefingi odbywają się zazwyczaj kilka(naście) dni przed właściwą premierą smartfonu. Całość zaczyna się od podpisania umowy lojalnościowej, w ramach której dziennikarz deklaruje, że nie podzieli się z nikim zdobytą podczas pokazu wiedzą. Przeważnie pod groźbą kary finansowej z pięcioma lub sześcioma zerami.

Podczas takiego wydarzenia ma miejsce kilkudziesięciominutowa prezentacja, po czym dziennikarze mogą pobawić się telefonem przez 2–3 godziny oraz porobić zdjęcia. Czasem od razu smartfon wypożyczany jest na testy, a innym razem odbywa się to dopiero po właściwej premierze.

Nietrudno sobie wyobrazić, że podczas pandemii wygląda to zupełnie inaczej. Co więcej — po blisko roku wciąż nie utarł się jeden schemat, bo poszczególne marki podchodzą do tematu zupełnie inaczej.

Wyjątkowo niecodzienna była premiera Samsunga Galaxy S21

Zaczęło się standardowo. Mniej więcej tydzień przed premierą nowego flagowca odbyła się wideokonferencja z prezentacją. Otrzymałem dostęp do specjalnej strony internetowej, z poziomu której mogłem pobrać komplet informacji prasowych, w tym tonę filmów prezentujących poszczególne funkcje.

Dzień przed premierą S21 pojawił się u mnie kurier z bardzo ciężką paczką. W środku znalazłem walizkę z logo Samsunga i zamkiem elektronicznym. Szyfru lub jakichkolwiek wskazówek brak.

Nazajutrz — dokładnie godzinę po rozpoczęciu prezentacji — dostałem maila z 6-cyfrowym kodem. W sejfie znajdował się oczywiście Samsung Galaxy S21 Ultra oraz 14-dniowa umowa wypożyczenia.

I tym oto sposobem wszyscy dziennikarze dostali testowe egzemplarze w tym samym czasie i mogli wziąć się za przygotowywanie pierwszych wrażeń.

Jeszcze ciekawszy pokaz mieli youtuberzy

Mediom pisanym do przygotowania pierwszych publikacji spokojnie wystarczył komplet materiałów prasowych. Youtuberzy mieli gorzej; kilka zdjęć, filmów i tabela ze specyfikacją to trochę mało, by opublikować wideo w dniu premiery.

Tak wyglądał zdalny plan zdjęciowy Samsunga

Samsung zorganizował jednak profesjonalny plan zdjęciowy. Każdy zaproszony youtuber miał godzinę na zdalne zarządzanie zespołem produkcyjnym oraz robotem na szynach, więc — mimo braku fizycznego dostępu do smartfonów — mógł nagrać autorskie ujęcia do filmu.

To była jak dotąd najciekawsza premiera, ale inni producenci także kombinują

Samsung nie wpadł na pomysł z sejfem pierwszy, jednak wcześniej podobne akcje odbywały się z mniejszym rozmachem.

Zobacz również: Studio PlayStation 5 highlight: Adam Zdrójkowski – Fenomen kontrolera DualSense

Jeden z jego rywali rozesłał przed prezentacją swojego flagowca drewniane pudła zamknięte na szyfrową kłódkę. Część dziennikarzy bez większych trudności dostała się do zawartości jeszcze przed otrzymaniem kodu. Nawet nie trzeba było do tego siły; kod był 3-cyfrowy, więc do sprawdzenia 1000 kombinacji wystarczył kwadrans.

W pamięci utknął mi Huawei P40, który był bodaj pierwszą dużą premierą po wybuchu pandemii. Któregoś dnia odwiedził mnie kurier z toną papierów do podpisania. Po kilku godzinach ten sam kurier pojawił się raz jeszcze, tym razem po odbiór dokumentów. Gdy te dotarły do Huaweia, ten wysłał mi testowy egzemplarz.

Huawei P40 Pro i Samsung Galaxy S20 Ultra

Miało to miejsce tydzień przed właściwą premierą Huaweia P40 Pro, więc już w jej dniu mogłem opublikować obszerny materiał na jego temat.

Było to o tyle ciekawe, że sam smartfon dostałem jeszcze przed otrzymaniem informacji prasowej i danych technicznych, a akurat Huawei P40 Pro był wyjątkowo skutecznie chroniony przed przeciekami. Dane na temat aparatu, wyposażenia czy nowych funkcji musiałem wygrzebać sam.

Wielu dziennikarzy docenia to, że na premierach smartfonów nie trzeba się pojawiać z założonymi spodniami

W przypadku mniej głośnych premier zazwyczaj kończy się na przedpremierowym pokazie na Zoomie i wysyłce testowych egzemplarzy tuż po prasowym pokazie.

Tak czy inaczej, zdecydowana większość producentów stanęła na wysokości zadania i dokłada wszelkich starań, by maksymalnie ułatwić dziennikarzom technologicznym pracę w tych trudnych dla wszystkich czasach.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Artykuły:

#KrzyweZwierciadło: Microsoft ma rewolucyjny pomysł na dostarczanie internetu. Będzie to robić wiadrami Polacy pokochają smartfony. Polska liderem w rozwoju sieci 3G Serio, Apple'u? iPhone 7 w kolorze onyksu (Jet Black) to nieśmieszny żart Apple iPad - nieco większy iPhone Telefon w mikrofalówce E3 2019: w niemal wszystkie nowe gry będzie można zagrać na smartfonie. Nadchodzą piękne czasy Sezon ogórkowy 2.0 Drodzy operatorzy, oto świetne rozwiązanie, którego wprowadzenie warto przemyśleć Od pierwszej rozmowy do 5G. Historia telefonów komórkowych Życie z głową w chmurach, czyli przyszłość cloud computingu Podróż w czasie: "Zaczepiłaś telefon o pończochę, to niesamowite", czyli Haier P5 Aplikacje Google'a? Nie, dziękuję. Szukam alternatyw

Popularne w tym tygodniu:

Podoba ci się Material You z Androida 12, ale masz smartfon Samsunga? Wystarczy aplikacja A jednak się da. OPPO Reno 6 to pierwszy nieflagowiec od dawna, który naprawdę mi się podoba Pora pożegnać "czystego Androida". Google ostro namieszał Tryb makro w iPhonie 13 Pro jest super. Szkoda tylko, że Apple nie umie brać przykładu z konkurencji Pierwsze logo, konsola i Telepod. 5 ciekawostek o Apple Puszka coli pomaga ulepszać aparaty smartfonów. Byłem w laboratorium, w którym nad nimi pracują