Ludzie nie potrafią wykorzystać potencjału swoich smartfonów

Smartfony mają nieograniczony potencjał
Smartfony mają nieograniczony potencjał
Źródło zdjęć: © Syda_Productions / depositphotos.com
Miron Nurski

16.06.2018 12:10, aktual.: 18.06.2018 19:44

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Własny smartfon ma dziś niemal każdy, ale ile osób naprawdę potrafi z niego korzystać? Tu już nie jest tak kolorowo.

Środowy wieczór. Siedzę sobie w kinie i oglądam "Jurassic World: Zaginione królestwo". Po skończonym seansie robię to, co zwykle: wyciągam telefon, odpalam Google'a i wpisuję "jurassic world lost kingdom after credits scene". Po 15 sekundach wiem już, że czeka mnie jeszcze scena po napisach, więc cierpliwie czekam na nią w fotelu.

W tym czasie większość widzów zdążyła już udać się do wyjścia. Jedynie jedna młoda para podążała za resztą niepewnym krokiem, co chwilę spoglądając na mnie. W końcu chłopak usiadł w pierwszym rzędzie, a dziewczyna stanęła przy wyjściu.

"No chodź, nic już nie będzie" - krzyczy ona. "Zobaczymy, może będzie" - odpowiada on z telefonem w ręku. I tak przez jakieś 7-8 minut. Siedziałem kilka rzędów dalej, więc uznałem, że wtrącanie się byłoby nietaktowne. Zresztą i tak wiedziałem, że nie czekają na marne, więc miałem czyste sumienie, pozwalając im przeżyć te kilka minut w niewiedzy.

Finał? Rozpoczęła się długo oczekiwana scena, co wyraźnie zaskoczyło młodych. Ona w pośpiechu usiadła na fotelu. On podbiegł do stojaka po okulary 3D, które zdążył już odwiesić. Zanim wrócił, scena się skończyła.

Wiecie już, do czego zmierzam?

Strasznie zdziwiło mnie, że żadne z nich nie wpadło na to, by po prostu sprawdzić, czy po napisach będzie jeszcze te nieszczęsna scena. Ani wyraźnie zniecierpliwiona dziewczyna, ani chłopak bezskutecznie próbujący ją przekonać, że warto poczekać, nieustannie scrollując coś na telefonie.

Dla mnie jest to wręcz odruch - gdy czegoś nie wiem, to wyciągam telefon i szukam. Przecież po to go mam.

Świadkiem tego typu sytuacji jestem bardzo, bardzo często

Kilka miesięcy temu w pubie miałem wątpliwą przyjemność słuchać, jak grupka znajomych kłóci się o jakąś pierdołę. Bodaj kurs bitcoina.

Przez kilkanaście minut leciały głośne bluzgi, bo kumple próbowali się przekonać, że kryptowaluta na pewno aż tyle nie kosztuje. Nikt nie wpadł na to, by po prostu to sprawdzić za pomocą magiczne urządzenia, które każdy ma w kieszeni.

A mówimy tylko o jednej funkcji telefonu

Google to tylko jeden z wielu przykładów funkcji, z których ludzie z jakiegoś powodu niechętnie korzystają.

Jakiś czas temu znajomy żalił mi się, że ciągle zapomina, kiedy wychodzą nowe seriale. Jakież było jego zdziwienie, że istnieje masa aplikacji dla fanów seriali. Nie przyszło mu do głowy, by spróbować jakąś znaleźć.

Obraz

Nie mówię już nawet o gigantycznych kolejkach do kas na dworcach, które mijam za każdym razem, gdy idę na pociąg z biletem kupionym przez telefon.

Żeby nie było - jestem człowiekiem, który urodził się w czasach przedinternetowych

Rozumiem, że w wielu przypadkach przyczyną technologicznej awersji jest wiek. Dzisiejsi 18-latkowie mają internet w zasadzie od zawsze, więc dla nich poruszanie się po sieci jest bardziej intuicyjne. Starsze osoby takiego komfortu nie mają.

Niemniej historie, które przytoczyłem, dotyczą osób raczej nie starszych ode mnie.

Sam mam teraz 29 lat. Z internetu po raz pierwszy skorzystałem jakieś 17 lat temu. Stałe łącze mam od 12 lat. Znaczną część dzieciństwa i ponad połowę podstawówki przeżyłem bez dostępu do sieci. Bez smartfonu musiałem się obejść przez 3/4 życia.

Też nie jestem zatem osobą, dla której smartfony i internet istnieją od zawsze.

A jednak myślę, że właśnie z racji wieku bardziej doceniam nowe technologie

Pamiętam, że jako dzieciak uwielbiałem kreskówki z serii "Zwariowane melodie". Jednym z bohaterów był Diabeł Tasmański Taz.

Obraz

Wiedziałem, że zwierzę, na którym Taz był wzorowany, istnieje naprawdę, ale przez kilka ładnych lat nie miałem pojęcia, jak diabeł tasmański wygląda.

Zwyczajnie nie bardzo miałem jak zaspokoić ciekawości. Domowa encyklopedia (dla młodszych: taka analogowa Wikipedia) nie była ilustrowana. Dorwałem kiedyś w szkolnej bibliotece atlas zwierząt, ale tak egzotycznych stworów w nim nie było. Kilka lat przeżyłem w niewiedzy.

Gdy w końcu jako nastolatek dorwałem się do internetu, nie mogłem przestać wyszukiwać rzeczy, które zawsze mnie ciekawiły. Prawdopodobnie stąd mój nawyk - gdy czegoś nie wiem, szukam.

Nie zrozumcie mnie źle

Nie pisze tego wszystkiego, by nabijać się z ludźi, którzy są mniej zaawansowanymi użytkownikami telefonów niż ja. Rozumiem, że ktoś może mieć po prostu inne zainteresowania i z technologiami niekoniecznie sobie radzi.

Chciałbym jednak znać przyczynę, dla której nieustannie widzę ludzi, którzy zupełnie niepotrzebnie komplikują sobie życie. A przynajmniej go sobie nie ułatwiają, choć mogliby, gdyby choć trochę bardziej zainteresowali się urządzeniami, które mają w kieszeniach.

Potencjał smartfonów (i w ogóle technologii) jest niewyobrażalnie wielki. Ciężko nawet opisać, na ile sposobów można sobie dzięki nim ułatwić naukę, pracę czy codzienne życie.

Kto wie, może to wina systemu edukacji

"Uczcie się tabliczki mnożenia, bo nie będziecie mieć zawsze kalkulatora przy sobie" - mawiała moja matematyczka. Oj, jak bardzo się myliła.

Szkołę skończyłem lata temu, ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że nauczyciele dalej się mylą. I że uczniom bardziej od wzorów skróconego mnożenia i wiedzy na temat przebiegu fotosyntezy przydałaby się umiejętność wykorzystywania technologii do rozwiązywania problemów.

Źródło artykułu:WP Komórkomania
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)