Przygotuj się na wzrost cen smartfonów. Do tego doprowadzą pomysły Unii Europejskiej

Przygotuj się na wzrost cen smartfonów. Do tego doprowadzą pomysły Unii Europejskiej
08.09.2021 16:05
Przygotuj się na wzrost cen smartfonów. Do tego doprowadzą pomysły Unii Europejskiej

OK, pora spojrzeć na nadchodzące zmiany z szerszej perspektywy.

Pisałem ostatnio o nowych przepisach dotyczących smartfonów, które szykuje Komisja Europejska. Wstępne projekty zakładają m.in. wymuszenie wydłużenia wsparcia aktualizacyjnego do 5 lub 7 lat, stosowania baterii o dłuższej żywotności lub wymiennych, projektowania obudów odpornych na upadki i zachlapania czy umieszczania na opakowaniach specjalnych etykiet energetycznych.

Pomysły te spotkały się z aprobatą części komentujących. "Nie zamierzam użalać się nad >>biednymi<< producentami! Dadzą sobie radę, zarobią trochę mniej, ale my będziemy zdrowsi" - napisał czytelnik Normal. Zwracaliście uwagę na to, że nowe przepisy są "prokonsumenckie", a dotychczas "producenci robią wszystko, aby ich sprzęt nie był trwały".

I jasne - ideologicznie proponowane przepisy mogą się podobać, bo w teorii chodzi przecież o dobra konsumentów i środowiska. Problem jednak w tym, że powinniśmy myśleć nie tylko o teorii, ale i praktyce.

Bądźmy realistami - jeśli proponowane zmiany wejdą w życie, ceny smartfonów pójdą w górę. I to mocno

Zapewnianie wieloletniego wsparcia aktualizacyjnego kosztuje. Zaprojektowanie odporniejszej obudowy kosztuje. Baterie o wymaganej przez Komisję Europejską żywotności są drogie, a i niewiele jest firm, które są w stanie je wyprodukować. Z kolei akumulatorów wymiennych praktycznie nikt już nie stosuje, bo jest to nieopłacalne.

Dodajmy do tego to, że sprawdzaniem, czy każdy pojedynczy smartfon w ogóle spełnia surowe normy jakościowe, musiałyby się zająć unijne organy. A nikt takiej certyfikacji nie przeprowadza za darmo.

Przed kilkoma miesiącami szef OnePlusa ujawnił, że zdobycie certyfikatu wodoszczelności jest droższe niż samo zastosowanie wodoszczelnej obudowy. W jego przypadku samo oznaczenie IP miałoby podnieść cenę telefonu o 15 dolarów. A Unia chce, by wszystkie smartfony miały certyfikat świadczący przynajmniej o odporności na zachlapania.

Jeśli dodatkowe koszta obejmą wszystkich producentów, możemy być pewni, że te zostaną zrzucone na konsumentów. Efekt może być taki, że zamiast płacić 1500 zł za smartfon i 200 zł za wymianę baterii w serwisie, zapłacimy 2000 zł za smartfon z wymienną baterią i... 200 zł za sam akumulator w sklepie.

Jak się kończy ingerencja polityków w prywatne biznesy, widzieliśmy całkiem niedawno

Pod koniec ubiegłego roku europejscy użytkownicy Messengera zaczęli się masowo skarżyć na brak dostępności niektórych funkcji. Z dnia na dzień z apki zniknęły takie funkcje jak możliwość zmiany nicków w czatach, ankiety, naklejki, edycja zdjęć przed wysłaniem czy możliwość wysyłania niektórych rodzajów plików.

Powód? Nowe wytyczne Unii Europejskiej dotyczące komunikatorów. Facebook wolał wylać dziecko z kąpielą i z dnia na dzień usunąć połowę kodu aplikacji niż narazić się na ryzyko, że jakaś linijka łamie nie do końca jasne przepisy. Niektóre funkcje zostały przywrócone po kilku miesiącach, a inne wcale.

Taki komunikat witał w grudniu 2020 użytkowników Messengera
Taki komunikat witał w grudniu 2020 użytkowników Messengera

I taki jest efekt troski polityków o dobro użytkowników przy jednoczesnym braku poszanowania dla przedsiębiorstwa. Ot Europejczycy zostają z gorszym produktem.

Pamiętajmy, że świat smartfonów nie kończy się na Europie

Z raportu IDC wynika, że w 2020 roku na rynek trafiło 1,292 miliarda smartfonów. W regionie EMEA - obejmującym nie tylko Europę, ale i Bliski Wschód oraz Afrykę - było to 345 milionów sztuk.

To raptem 1/4 całości. A mówimy o obszarze, który i tak wykracza daleko poza Unię, bo sama Europa jest rynkiem zbyt małym, by warto było ją uwzględniać w osobnych raportach.

Europa jest więc jednocześnie rynkiem zbyt małym, by producentom opłacało się całkowicie przebudować swoje smartfony z myślą o lokalnych przepisach w jednym regionie. W najlepszym razie producenci będą tworzyć specjalne wersje smartfonów na Europę, a to pociągnęłoby za sobą - zgadliście - dodatkowe koszta.

Ceny smartfonów w Europie już teraz są wyższe niż mogłyby być

Nie jest tajemnicą, że Unia Europejska jest dla wielu producentów smartfonów mniej wdzięcznym rynkiem do prowadzenia biznesu niż Chiny czy USA. Powody można mnożyć w nieskończoność:

  • surowe unijne dyrektywy;
  • dziesiątki krajów z własnymi, lokalnymi przepisami;
  • dziesiątki niezależnych biur patentowych, w których zarejestrowane są różne znaki towarowe czy rozwiązania;
  • wiele walut, których wahania kursów trzeba amortyzować;
  • ponad 20 języków, w których muszą się porozumiewać pracownicy biur obsługi klienta i na które trzeba przetłumaczyć instrukcje obsługi, regulaminy, warunki użytkowania, dokumentacje techniczne i wiele innych dokumentów;
  • różne normy związane z elektrycznością;
  • setki operatorów, sklepów i dystrybutorów, z którymi trzeba nawiązać współpracę.

To wszystko - i wiele, wiele więcej - trzeba uwzględnić podczas wprowadzania telefonu na rynek. I to wszystko generuje koszta.

iPhone 12 Pro kosztuje w Polsce 4226,83 zł netto, a w USA 999 dolarów (ok. 3810 zł) netto. Uwzględniając podatki, robi się z tego 5199 zł w Polsce i ok. 3964 zł w Nowym Jorku.

Te 1200 zł różnicy bynajmniej nie bierze się z tego, że Apple nienawidzi Polaków. Każda złotówka wzrostu wynika - pośrednio lub bezpośrednio - z konieczności dostosowania się do specyfiki danego rynku i lokalnych przepisów.

A teraz rządzący chcą dokręcić śrubę jeszcze bardziej

Brutalna rzeczywistość jest taka, że świata nie da się naprawić oderwanymi od rzeczywistości przepisami, które godzą w interesy prywatnych przedsiębiorstw. Jeśli - zasłaniając się walką z głodem - zakażemy restauracjom wyceniać swoje dania na więcej niż 5 zł, będziemy albo jeść karmę dla psa, albo płacić 100 zł za samo wejście do lokalu. Tak czy siak, ostatecznie ucierpi konsument.

Czy chciałbym, by smartfony miały dłuższą żywotność? Oczywiście. Ale jeśli wszyscy producenci zostaną prawnie zmuszeni do podjęcia licznych działań, które im się nie opłacają, możemy być pewni, że zapłacimy za to my. Najpewniej podwójnie.

Zobacz także:

Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (16)