Na początku maja do Polski zawitał HTC One M9 (Prime Camera Edition), czyli fotograficzna, ale jednocześnie nieco uboższa wersja One'a M9. Teraz wersji Prime Camera doczekał się także One M9+.
Przypomnę tylko, że model z plusem w nazwie to nieco większy odpowiednik ubiegłorocznego flagowca z ekranem Quad HD, czytnikiem linii papilarnych oraz podwójnym aparatem, który został przygotowany głównie z myślą o rynkach azjatyckich. Warto dodać, że doczekał się on już jednej odświeżonej wersji, bo kilka miesięcy temu pojawił się HTC One M9+ Aurora Edition (znany również jako One M9+ Supreme Camera). Można się pogubić, co nie?
Tak prezentuje się wyposażenie najnowszej wersji:
Główne różnice względem podstawowego modelu to:
- aparat 13 Mpix z przysłoną f/2,0 z optyczną stabilizacją i laserowym autofocusem zamiast 20,7 Mpix i f/2,2;
- 2 GB pamięci RAM zamiast 3 GB;
- 16 GB pamięci wewnętrznej zamiast 32 GB;
- ekran 1080p zamiast 1440p.
Specyfikacja została zatem okrojona, ale - paradoksalnie - dzięki ekranowi o niższej rozdzielczości wydajność edycji Prime Camera będzie zapewne wyższa.
Przede wszystkim jednak nowy telefon powinien robić zauważalnie lepsze zdjęcia, gdyż jasność przysłony aparatu wzrosła i dodano optyczną stabilizację. Sama rozdzielczość matrycy zmalała, ale dzięki temu piksele urosły, co powinno pozytywnie wpłynąć na ilość przechwytywanego światła.
Póki co HTC One M9+ (Prime Camera Edition) dostępny jest jedynie w Indiach. Widniejąca przy nim cena to 23 990 rupii indyjskich, co w przeliczeniu daje nam jakieś 1410 zł. Jak na przeciętną specyfikację i kraj nieobarczony europejskimi podatkami jest to kwota dość wysoka.
HTC nie przestaje zaskakiwać. Początkowo One M9+ był tylko delikatnie zmienionym bratem flagowego One'a M9. Teraz on sam dostępny jest już w trzech (!) wariantach. Skąd tyle odświeżeń? Cóż, albo HTC tnie koszta produkcji (co w przypadku Indii jest logicznym posunięciem), albo ma poważne problemy z dostawami podzespołów. Kto wie, może palce w tym maczała sama Matka Natura.