Niedawno światło dzienne ujrzał Xiaomi Mi 9T - smartfon z wyższej średniej półki, wyróżniający się wysuwanym aparatem, ekranem bez wcięć i bardzo dobrym stosunkiem jakości do ceny. Chińczycy promują ten telefon w dość osobliwy sposób.
Xiaomi Mi 9T: reklamy nabijają się z wcięcia w ekranie
Firma ruszyła z kampanią "Beware The NOTCH!" (strzeż się wcięcia), która na razie obejmuje trzy 15-sekundowe spoty reklamowe.
Puenta każdego spotu jest taka, że Mi 9T ma ekran, który "nie rozprasza".
Przyznaję - reklamy są celne i całkiem śmieszne. Co prawda moim skromnym zdaniem marketingowcy poszli na łatwiznę i trzykrotnie zrealizowali dokładnie ten sam pomysł, ale mimo wszystko szanuję ich za to, że w 15 sekund byli w stanie nie tylko rozbawić widza, ale i jasno zakomunikować jedną z głównych zalet produktu. Jest tylko jeden problem.
Przypomnijmy sobie, jak wygląda najnowszy flagowiec Xiaomi
Panie i panowie - oto Xiaomi Mi 9. Sztandarowy smartfon tegoż producenta, którego - według Xiaomi - powinniśmy się strzec, bo ma rozpraszający wyświetlacz.
Marketingowcy Xiaomi chyba nie ogarnęli sztucznego wydzielenia marki Redmi
Przypomnijmy, że na początku roku Xiaomi postanowiło wydzielić ze swoich szeregów submarkę Redmi, pod którą wypuszczane były dotychczas tańsze telefony. Redmi miało funkcjonować jako częściowo niezależny brand, podobnie jak w przypadku Honora i Huaweia.
Kilka tygodni temu nowa marka rozszerzyła ofertę o dwa mocniejsze smartfony - Redmi K20 i K20 Pro. Xiaomi uznało jednak, że na niektórych rynkach lepiej jest podpiąć nowość pod bardziej popularne logo, dlatego w Europie Redmi K20 został przemianowany na Xiaomi Mi 9T.
Xiaomi Mi 9T ma wysuwany aparat
Biorąc pod uwagę sporo niższą cenę, słabszy układ (Snapdragon 730 zamiast 855), tańszą matrycę aparatu (IMX582 zamiast IMX586) czy brak bezprzewodowego ładowania, należy założyć, że Mi 9T jest uboższym wariantem Mi-dziewiątki.
Zamieszanie z nazwami doprowadziło do absurdu
Oto dział marketingu dostał za zadanie wypromowanie modelu nazwanego Xiaomi Mi 9T, którego głównym wyróżnikiem jest wizualna przewaga nad droższym modelem o nazwie Xiaomi Mi 9. W takiej sytuacji nie wpaść we własne sidła byłoby bardzo, bardzo ciężko.
To pokazuje tylko, jak sztuczny i wymuszony jest podział na marki Xiaomi oraz Redmi. Bo gdyby Redmi faktycznie funkcjonowało jako w dużej mierze niezależna firma z własnym działem marketingu, nową kampanię dałoby się uzasadnić inną wizją rozwoju czy próbą dotarcia do innej grupy docelowej.
Taka polityka sprawdza się w przypadku Honora i Huaweia. Choć obie marki grają do wspólnej bramki, czuć inne podejście do rozwoju smartfonów. Dlatego Honor 20 może mieć otwór w ekranie, a Huawei P30 wcięcie i nie ma mowy o niekonsekwencji. To inne marki. Koniec.
Tymczasem Xiaomi ma dwa telefony z dokładnie tej samej serii, a wady jednego wytyka w reklamach drugiego. Absurd.
Miron Nurski
Od 2024 roku pełni funkcję szefa działu Mobile w serwisie benchmark.pl. W latach 2012–2023 związany był z Komórkomanią, gdzie od 2015 roku sprawował rolę redaktora prowadzącego.
Swoją wiedzę i pasję do technologii rozwijał również prowadząc oficjalne blogi dla takich globalnych marek jak Nokia, Microsoft i LG. Studiował na kierunku reklama i promocja na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Poza technologią, jego zainteresowania obejmują kino, gry wideo, fizykę kwantową i astronomię.