Świeżo upieczony jabłecznik – zerwałem owoc... i co dalej?
To był trudny wybór. Do ostatniej chwili się wahałem. Na drzewie obok wisiały świeżutkie, buczące blaszaki na gwarancji. Duże, wypolerowane, z dorodnymi procesorami i twardym miąższem. Ale mnie kusiło małe, niepozorne, cichutkie, lekko nadgryzione jabłko. Wszyscy znajomi mówili: „Nie zrywaj go, nic z niego nie upieczesz - wyjdzie Ci zakalec. Żadne przyprawy do niego nie pasują”. Ale ja wiedziałem, co biorę.